Cycusianie.


Karmienie piersią, cycoring, cycusianie. Jak zwał, tak zwał. Ja mogłabym nazwać to PRZYJEMNOŚĆ.


Moja droga mleczna, była baardzo pod górkę. Początki były cholernie trudne. Popękane sutki, nawał pokarmu, piersi bolące tak, że wywoływały łzy. W ruch poszedł laktator i odciążył obrzmiałe piersi. Przyniósł ulgę, a ja mogłam zacząć się cieszyć z bliskości jaką miałam z Antałkiem. Karmienie zaczęło być przyjemne.
Wygrałam.

Nie trwało to jednak długo. Po jakimś czasie Antałek nabawił się pleśniawek, infekując w ten sposób moje piersi. Diagnoza? Grzybica piersi. Ból taki, że przy każdym karmieniu, łzy ciekły po mojej twarzy, a ręce gryzłam z bólu. Mimo to nie poddałam się. Jak już kiedyś pisałam, Arek właśnie wtedy kupił Mleko Modyfikowane.
 Skończyło się kłótnią. On chciał dobrze. Chciał mi pomóc. Ulżyć w cierpieniu. Ja byłam zła, że tak łatwo chce bym się poddała. Nie rozumiałam, że się martwił. Teraz to wiem i dziękuję mu! Jednak mieszanki nie podałam. Smarowałam maściami, a Antałek otrzymywał antybiotyk. Z dnia na dzień było coraz lepiej.
Wygrałam.
Co jakiś czas pleśniawki i grzybica wracają. Mimo to wiem, że dam radę.
Karmię już ponad 4 miesiące.
Aktualnie chcę utrzymać laktację do 6 miesiąca, potem zobaczymy. ( myślę, że będę chciała zwiększyć
 " wyzwanie" do 12 miesięcy)
Było pod górkę, jednak nie zamienię tych chwil i nigdy ich nie zapomnę. To szalenie przyjemne czuć taką bliskość, ciepło syna.
Uwielbiam to. Nadal karmienie jest dla mnie Lekiem na całe zło.
Pozdrawiam wszystkie cycowe kobitki ;)


2 komentarze:

  1. Cycuś dobry na wszelkie smuteczki... jak juz pisałam u mnie na blogu-i na sen i na ząbkowanie i na stres po szczepieniu;... uwielbiam karmienie piersią i chociaz na poczatku latwo nie bylo bardzo sie ciesze ze i Wam się udało!;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś najlepszym przykładem na to, że jak się chce to można.
    Ja miałam stosunkowo łatwo - tylko pogryzione brodawki (bolące piekielnie, ale nie zbyt długo - do około 2-giego tygodnia tylko). Pierwsze dwie doby były trudne, ale bez przesady - obie z Diablątką uczyłyśmy się sztuki cycania. Tylko, że wydaje mi się, że wszystko co robi się pierwszy raz nastręcza mniejszych czy większych trudności. To chyba normalne i logiczne. Szkoda tylko, że kobietki tego nie rozumieją i często słychać: "ja nie mam mleka", "on nie chce jeść z piersi". A przecież to trudności, które można przejść. Żal mi kobiet, które nie cycują, ale tak jak na obrazku - nie uważam, że są gorsze, ale ogólnie mają trudniej. My po przemęczeniu się na samym początku mamy przy sobie zawsze pokarm doskonały, który nic nas nie kosztuje i o który nie musimy się martwić. No i cyc to panaceum na zło tego świata. Ja karmiłam do roku (odstawiłam dzień przed roczkiem) i ... Żałuję, że nie pokarmiłam dłużej. No ale mieliśmy w planie drugie... Rok to i tak dużo, ale myślę, że gdybym podejmowała decyzję teraz jeszcze przez kolejny cycusiałabym chociaż troszkę.
    Cieszę się, że udało Ci się karmić piersią. :) Gratuluję Ci tego. Kibicuję dalszemu cycowaniu, ale też przypominam, że najważniejsze już zrobiłaś i z tego się ciesz!
    Jeszcze tylko takie małe wspomnienie - w wakacje byliśmy na mazurach (Diablątka miała 10 m-cy skończone) zwiedzaliśmy dużo, w tym twierdzę Hitlera i inne dziwne miejsca - pociąg i autobus - wygody raczej względne - cycowanie bardzo ułatwiło tą podróż.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)