In dziadki a dziecko korzystanie z pomocy rodziców przy dziecku opieka nad dzieckiem Rodzice teściowie

Pomoc innych przy dziecku.

Będąc w ciąży, uważałam, że do mojego dziecka nikt nie będzie miał dostępu.
Tylko ja, Arek, ja, Arek, ja, Arek, ja, Arek, ja, Arek.....
Głupia byłam, oj głupia...
Pisałam, już kiedyś, że dzień po wyjściu ze szpitala dzwoniłam do mamy i teściowej i błagałam je o pomoc, a w dniu wyjścia ze szpitala, płakałam do telefonu Annie.
Przez ostatni rok studiów, rodzice pomogli nam bardzo.
Weekendami opiekowali się Antałkiem, a my siedzieliśmy na Uczelni.
Teraz, zostają z nim, kiedy chcemy pójść na spokojne zakupy.
Pewnie nie raz "wykorzystamy" ich do opieki nad Antałkiem, by odpocząć, pójść do kina czy na małżeńską randkę.
Nie widzę w tym nic złego, tym bardziej, że sami to oferują.
Owszem, wiadomo, Antałek to nasze dziecko.
Nie powinniśmy nikogo obarczać opiekowaniem się nim.
Jednak, czemu nie skorzystać, jeśli oferowana jest nam pomoc?
Czemu nie odpocząć, złapać oddech, wyluzować się ?
Uważam, że raz na jakiś czas jest to wręcz wskazane ;)


A Wy jak uważacie?
Korzystacie z oferowanej Wam pomocy?
Zostawiacie czasem dziecko/dzieci pod opieką  swoich rodziców?

Polecane posty

18 komentarze:

  1. Ja tak nigdy nie uwazalam jak ty. Ba! Wiedzialam ze skoro dziadki chca pomoc to czemu mam im odmówić. Nigdy natomiast nie naciskam i nie wymagam od nich tej pomocy.
    Maja swoje zycie i plany.

    U nas minusem a zarazem plusem jest odległośc jaka nas dzieli
    Hebamme

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czyli teraz mamy podobne zdanie ;))
      Myślę, że skoro są chętni do pomocy to można z niej czasem skorzystać ;)
      Jednak nigdy nie zdecydowałabym się chyba na obarczenie ich codzienną opieką.
      Wiem, że gdyby mogli to by się na to zgodzili, jednak uważam, że co mieli odchować, to odchowali, a teraz należy im się czas dla siebie ;))
      My mamy blisko jednych i drugich ;) 10 km ;)

      Usuń
    2. Moja mama "odchowala"dwoje wnuczat. Chciala i na zmiane z tata przez3lata zajmowali sie synem mojej siostry. Teraz moja mama ma63lata, niby chce zajmować sie moim synem ale widzę ze a to biodro ja boli i to juz nie ten wiek....inaczej jak zajmujesz się dzieckiem mając 50lat...

      Dlatego zostaje z synem poki co, jesli do wrzesnia 2015 dostane prace w zawodzie to super, jesli nie znajdę w tym czasie w ciaze to bede szukać pracy gdziekolwiek.

      To była bardzo trudna decyzja.

      Usuń
  2. Korzystam, owszem! Kilka wyszła z Antkiem moja siostra, a ja sobie posprzątałam lub byłam u lekarza. Wspaniale, że mi pomogła! Z Pati też się dogadałam i dwa razy zrobiłyśmy wymiankę:) cudownie! Szkoda tylko, że moja mama się nie odważyła nigdy. Z resztą kiedyś pomocy zupełnie nie potrzebowaliśmy przy Antku, dopiero od pół roku czuję taką potrzebę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My początkowo tylko przez studia potrzebowaliśmy pomocy.
      Antałek urodził się we wrześniu- studia od października- razem na tym samym kierunku..
      Teraz zostawiamy czasem na zakupy i myślę, że jakieś kino i czas we dwoje wejdzie sporadycznie w grę ;)

      Usuń
  3. A ja jestem samosia jak chol... i bardzo rzadko zostawiałam i zostawiam Zuzę z kimś innym niż ja czy Jacek.. Na zakupy ją zabieram od małego i nigdy nie sprawia żadnych większych problemów ;D Nie mam nic przeciwko zostawiania jej z kimś, bo pewnie czasami są jakieś okazje gdzie Zuzi nie możemy zabrać ze sobą, aczkolwiek zdarza się to sporadycznie :) Jednak uważam, że i Ty i ja mamy racje tylko czasami inne podejście do pewnych spraw :-) Już po obronie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 16 lipca się bronimy ;)

      Antek lubił zakupy, ale od jakiś dwóch miesięcy, nie bardzo mu się to podoba.
      Za wolno jeździmy i nie ma "wertepów" w sklepie, które wprawiają go w zadowolenie ;)

      Usuń
  4. Zapraszam Asiu do siebie na retro candy ! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w ogóle nie myślałam o takich rzeczach. Nie wiedziałam co mnie czeka, pierwsze dziecko itd. Jak córka była malutka siedziałam głównie w domu i było mi źle. Miałam depresję jak nic i dopiero teraz to wiem...... Mąż w pracy, rodzice na miejscu, ale też pracujący. Miałam wolną jedynie sobotę kiedy to mąż miał za zadanie pilnować śpiącą córkę, a ja zmykałam na 2h na zakupy, nic więcej. Potem jak mała podrosła i nie bałam się jeździć z nią sama samochodem z obawy o jęki i stęki to zaczęłam uciekać z domu częściej. Drugim powodem, że mało jeździłam wcześniej było to, że do jazdy się po prostu nie nadawałam - nieprzespane noce i dekoncentracja gotowa co było niebezpieczne. Teraz jak jest już tak samodzielna (ma 21 miesięcy) wypuszczamy się obie bardzo często. Z rodzicami już nie mieszkamy, więc jak chcę podskoczyć na zakupy wiozę Olę do nich, druga sprawa to karmienie - karmię już tylko usypiając do snu, więc nie muszę szybko wracać jak wcześniej. Za to mamy drugie "dziecko", a mianowicie inną pracę przez co jesteśmy uwięzieni w domku bez możliwości jakichkolwiek wczasów, także męża nie mam nawet na przysłowiowe weekendy. I tak jak Ci kiedyś pisałam na co dzień radzę sobie sama z dzieckiem i domem.
    Co do samego zostawiania to mała jest tak ze mną zżyta, ze nie bardzo chce z kimkolwiek zostawać, więc jak podrzucasz synka to robisz bardzo dobrze - przebywa nie tylko z mamą. A Ciebie mimo pomocy rodziców bardzo doceniam za to, że miałaś jeszcze siłę studiować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ile czasem bym dała żeby móc podrzucić Maksa do dziadków, chociaż na godzinkę. Brakuje mi złapania oddechu i relaksu bez patrzenia na zegarek czy wsłuchiwania się obudził się czy nie!
    Głupia jestem, ale zaufanie mam tylko do rodziców moich. Z teściami został raz jedyny i od razu było spięcie. Obiecałam sobie, że nic wbrew sobie robić nie będę i tego zamierzam się trzymać!

    OdpowiedzUsuń
  7. Będę trzymać kciuki ;) No tak w końcu to facet :P

    OdpowiedzUsuń
  8. My się sromotnie zawiedliśmy i na mojej mamie, i na teściach. Już przy naszym ślubie słabo się kryli z okazywaniem niechęci naszemu związkowi, a nawet informacji o dziecku nie przyjęli z entuzjazmem. Oczywiście my mamy jakby zanik pamięci na to wszystko i Młoda widuje się z dziadkami i babcią średnio raz w miesiącu, ale bez entuzjazmu z naszej strony, a z drugiej strony - raczej jest poza, bo nawet propozycje pomocy są tylko grzecznościową formułką z ich strony. Niestety nie ufamy już rodzicom, tak żeby zostawić u nich dziecko (to nie są niby źli ludzie, ale my swoje już przeszliśmy). Nie chcemy, żeby Młoda niepotrzebnie się przywiązywała, to też. Ze wszystkim radzimy sobie sami. Czasem jest ciężko - pogodzić wszystkie obowiązki, no i kasy też nie ma zbyt wiele. Ale dajemy radę. Mamy moją babcię w sąsiedztwie, co prawda chętną do pomocy, ale zbyt już słabą, żeby się bąblem zajmować, bardziej powoli potrzebuje naszej troski. Jest jednak dla nas oparciem jak dzieje się źle. A to ważne. Mamy fajnych kuzynów, znajomych, bardzo rozsądną i pomocną nianię, życzliwych sąsiadów. Jednak mamy zasadę, że dziecko gdy nie pracujemy jest z nami. Wychodzimy z Młodą na spacery, na kebaby, do znajomych... Oglądamy z nią filmy (czasem nawet wojenne - nie koniecznie odpowiednie dla dzieci), ale stawiamy na bycie razem i lubimy to. W żadnym wypadku nie twierdzę, że nasze podejście jest jedynym słusznym, ale tak to u nas wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wyobraźcie sobie, że od ponad 10 miesięcy Kubuś jest ze mną non stop. Nigdy nie był pod niczyją opieką bo a) nie miałam potrzeby, b) ewentualnie pod opieką Taty jak wypadnie siłownia lub fryzjer...
    Choć nie wierzyć dlaczego dziecko przy takiej ilości ze mna wciąż jest strasznie społeczne i wbrew pozorom nie zauważa mojego zniknięcia z pola widzenia. Niemniej podsumowując teraz żałuję i uważam, że popełniłam błąd nie korzystając z pomocy innych, bo nieubłaganie zbliżają się chwile, gdy dziecko będzie musiało zostać z dziadkami, a tak bardzo uzależniłam się od przebywania z Buniem, że po nocach nie sypiam z tą myślą :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nigdy nie wyszłam sama z mężem na randkę odkąd jst z nami Wojtuś. Samotnie robimy czasem zakupy w supermarkecie. Nie lubię zostawiać Wojtka z teściową. Może dlatego, że jest jaka jest.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części)bez mojej zgody. Obsługiwane przez usługę Blogger.

POLECAM