In Antoni codzienność rodzina

Nasza codzienność.



Nasza codzienność.
Nasza rutyna.
Leniwe pobudki, spacery, drzemki, posiłki.
Są dni, kiedy chcę płakać ze szczęścia i miłości.
Są i takie, kiedy mam ochotę wyjść i wrócić za kilka dni.
Kiedy Antałek ma dobry dzień, czas mija miło i w pełnej harmonii.
Zwykle wtedy nasz dzień wygląda tak:

8:00-9:00- Pobudka
9:15- Kaszka
10:00- Śniadanie
11:00-11:30- Pierwsza drzemka
13:00-13:30- Zupa
14:30-15:00- Drugie danie
16:00-16:30- Druga drzemka
17:00-17:30- Owoc
20:30- Kąpiel
21:00- Kaszka
21:15- Sen

W międzyczasie są spacery, zabawy, tulenie i śmiechy.
Obiady staram się gotować na dwa dni, by co drugi dzień mieć chwilę luzu i odpoczynku.
Zwykle wtedy, wykorzystuje " wolny dzień od obiadów" i podczas drzemki Antałkowej, ćwiczę, czytam książki, piszę posty, maluję paznokcie, dbam o siebie.





W miejscu gdzie mieszkam, brakuje mi wielu rzeczy.
Przyjaciół, rodziny, sklepów, więcej niż dwóch autobusów do centrum.
Śmieję się, że gdy wybywamy na weekend do rodziców, to czuje się jak wypuszczona z klatki. 
Biegam po sklepach, umawiam się z ludźmi, wychodzę z domu.
Czuję, że żyję.
Mimo, że od mojego miejsca zamieszkania, do centrum miasta jest pół godziny drogi autobusem, to, prawda jest taka, że z małym dzieckiem, ciężko mi wszytko zorganizować tak, by wybywać często.
Staram się jak mogę, ale różnie mi to wychodzi.
Choć i tak jestem już mobilniejsza niż kiedyś.
Biorę Antka w Tulę i heja ;)




Posiłki.
Jedzenie Antałkowe, kroję w kawałki i nabijam mu na widelec, który mu podaję.
Synek bierze go do rączki i ładnie zjada jego zawartość.
Staram się nauczyć, by jadał sam.
I o ile jedzenie rączkami nie sprawia problemów żadnych.
O tyle, nauka nabijania jedzenia na widelec idzie nam opornie.
Jeśli macie jakieś metody by nauczyć dziecko nabijać jedzenie na widelec oraz sprawić by talerzyk dziecka z jedzeniem nie lądował co chwilę na podłodze ( Antek z chwilą gdy kładę jego talerz na tackę, zaczyna się nim bawić i wyrzuca z niego jedzenie , a później i sam talerz) podzielcie się nimi w komentarzach. ;)
Zupkę jemy razem.
Antek jest karmiony nią przez nas.









Z usypianiem zwykle nie ma problemów.
Kiedy widzę, że Antałek jest marudny.
Przytulam go i wkładam do łóżeczka.
Zwykle zasypia w kilka minut, mrucząc sobie przy tym jakieś swoje melodie.
Są jednak dni, kiedy usypianie trwa 20-30 minut i mają miejsce lamenty i płacze.
Przeczekuję takie zachowanie.
Co jakiś czas, biorę syna na ręce, uspokajam, mówię do niego czule, całuję i odkładam ponownie.
Taka metoda  u nas działa i sprawdza się.



Miłego dnia!
Pozdrawiamy 3xA.

Ps. Od dziś zablokowana jest możliwość komentowania przez anonimy. ;)

Polecane posty

8 komentarze:

  1. Kochana , z nabijaniem na widelec Słodziak ma jeszcze czas :-) Wspólne posiłki , przy jednym stole , będzie obserwował i próbował do skutku ;-) I u nas z tym nabijaniem dzisiaj jeszcze róznie wychodzi. Trening czyni mistrza! ;-)




    OdpowiedzUsuń
  2. Czy twoj synek spi 2 razy po pol godziny? Bo nie moge sie polapac;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) nie, śpi między takim godzinami :-) pierwsza drzemka trwa do 2,5 godz. Druga około godziny :-)

      Usuń
  3. Ja jeszcze nie ucze mojego 14miesieczniaka ani poslugiwania sie sztuccami, ani nie odsmoczkuwujemy sie ani póki co nie odpieluchowujemy ;-)

    Bardzo zastanawiam sie nad daniem małego do żłobka i pojsciem do pracy. Mam duzo wątpliwości i z jednej strony chce isc do ludzi a z drugiej boje sie ze cos mu ta decyzja zabiorę.


    Ps. Ja mam tak samo. Gdy jadę do rodziców to jak pies spuszczony ze smyczy ;-)
    Laze po sklepach, kupuje, caly dzień mam zapelniony po brzegi.

    Hebamme.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj trudna decyzja przed Tobą :-(:-(

      To jesteśmy podobne :-D

      Usuń
  4. Antuanowi po prostu dawałam sztućce obok jedzenia i już. Sam się nauczył i jako roczniak przepięknie posługiwał się widelcem, z łyżką nauka trwała trochę dłużej, ale jest całkiem ok. U nas trochę inaczej to wyglądało, bo my BLWowcy jesteśmy, więc pozwalałam Antkowi jeść łapkami tak długo jak chciał - jak zauważył o co cho, to sam zaczął używać narzędzi;) A z latającymi talerzami historia była krótka - jedzenie dostawał bezpośrednio na blacie stołu (serio, serio!). Czasem próbowałam podać coś na talerzu, jeśli lądował na ziemi lub jedzenie było wysypywane na stół - wracałam do podawania na blat. Raz zdarzyło się, że zjadł prosto z talerza i taaaaa daaaam - tak zostało do tej pory:D

    OdpowiedzUsuń
  5. czytam cie od dawna.... ale figuruje jako ...anonim.... nie potrafie sobie tego zmienic.choć sama posiadam bloga....
    obserwuję Antosia, jego postepy, fajny już z niego chłopczyk....
    pozdrawiam
    http://leptir-visanna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak ale jesteś zalogowana w google, więc wszystko jest ok :-).
      Pozdrawiam również :-)

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części)bez mojej zgody. Obsługiwane przez usługę Blogger.

POLECAM