Płaczę ze ścierką w ręce.

Sprzątam gruntowanie całe mieszkanie, a po policzkach lecą mi łzy...
Łzy radości, łzy wzruszenia.
Lecą jedna po drugiej.

To była niedziela.
To tego dnia, dokładnie rok temu, byłam na swoim pierwszym KTG.
KTG, które o 11 rano, nie wykazało żadnych skurczy.
Miałam zgłosić się 4 dni później, na kolejne badanie...
Czułam lekki niepokój tego dnia, jednak nic nie wróżyło, że coś ma się dziać.
Pojechaliśmy do jednych i drugich rodziców.
Pojedliśmy, porozmawialiśmy, pośmialiśmy się.
Pojechaliśmy na spacer.
Wróciliśmy do domu.
Mąż wymasował moje obolałe stopy, obejrzeliśmy coś w telewizji i o 22:30 położyliśmy się spać...
Arek zasnął.
Mnie nie było to dane...
Czułam, że coś się święci...
O 23:20 przyszedł pierwszy skurcz...





Pamiętam to jak dziś..
Czuję niepokój i podniecenie, które wtedy mi towarzyszyło...
Mimo bólu, który kilka godzin później sprawiał, że gryzłam ręce i błagałam by TO wreszcie się skończyło.
Patrzę na syna mego i nie mogę uwierzyć, że jest już taki duży...
Przecież to było wczoraj!
Wzruszam się....




4 komentarze:

  1. Oj Asiu :D Leci czas, a jutro już roczek minie. Buziaki gorące wzruszona Mamusiu całkiem odlotowego roczniaka :*

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas za niecały miesiąc dwa latka i ja też zastanawiam się kiedy to zleciało! Drugi roczek leci szybciej. Wszystkiego dobrego dla synka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Asiu:* taki optymizm i lekkość bije z podlinkowanego postu, a dziś łzami się zalewasz:) Wigilia urodzin Antałka - przeżywaj, przeżywaj, to piękne chwile:) Ściskam Was moje prawie-roczniaki:***

    OdpowiedzUsuń
  4. Asia, dla takiego cudu warto przetrwać wiele!

    Antosiu ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)