Odchudzanie na ekranie. Część I

Dieta.
Odchudzanie.
Zdrowy tryb życia.
Jakie to wszystko jest znane każdej kobiecie.
Mnie w szczególności,
Tu dieta, tam ćwiczenia, potem przerwa, nadprogramowe kilogramy, od nowa dieta i tak wkoło.
Ostatnio jemy dużo zdrowiej.
Na parze, pieczone, bez tłuszczu, chude mięsa, warzywa...
Z ćwiczeniami jednak jest różnie.
Głownie zwalam winę na pogodę, na zmęczenie, na brak czasu.
Winny zawsze się znajdzie.

U koleżanki blogowej, przeczytałam dziś piękny tekst, cytuję:

Idziesz poćwiczyć? Nie, dzisiaj nie! Nie chce mi się. Nie mam czasu. Zmęczona jestem. Mam jeszcze masę roboty. I tak dalej i tak dalej. A tymczasem siadasz sobie wygodnie przed telewizorem, zajadasz chipsy i popijasz coca-colą. A jedyny mięsień jaki w tej chwili uruchamiasz to mięsień nadgarstka, zmieniający kanały na pilocie. O nie przepraszam! Jest ich więcej...przecież jem, piję i od czasu do czasu wstanę zrobić siku....A, że kilogramy na wadze idą w górę a nie w dół to zrzucę na resztę świata. Przecież cały dzień pracowałam..należy mi się odpoczynek [...]

Najpierw była ciąża, w moim przypadku było to +20 kg.
Później ciężkie noce, zmęczenie, brak czasu na obiady, więc jadło się co popadnie.
Czasem zajadanie smutków, bądź ciasteczko w nagrodę za ciężki dzień ( no wiecie! należy mi się nie!? - takie głupie myślenie).
Karmienie piersią jednak robiło swoje, mogłam jeść, a waga leciała w dół.
Na chrzcinach Antkowych weszłam w swoją sukienkę ze studniówki!!!!
Karmienie się skończyło i kilogramy wskoczyły w me ciało ekspresowo.

Kolejna ciąża chyba zostanie przełożona w czasie, więc nie muszę się martwić, że schudnę po to by przytyć za chwile - choć wiem, że nie ma reguły, iż w każdej ciąży tyje się tak potwornie.

Nie mogę też powiedzieć, że wina nadprogramowych kilogramów to tylko i włącznie ciąża, bo i przed nią kilogramy były.
Śmiejemy się z Mężem, że małżeństwo nam służy.
Oboje się powiększyliśmy znacznie.
Jednak to taki śmiech przez łzy.

Wczoraj jak wiecie odeszła piękna, młoda aktorka, matka i wspaniała partnerka.
Dla mnie osobiście kobieta idealna.
Biorąca życie w swoje ręce, nie poddająca się i idąca dumnie przez życie z uśmiechem na twarzy.
Nagle moje problemy, słabości stały się małe, malutkie.
Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz.
Ty śmiesz, marudzić na swój wygląd? Obwiniać świat o brzydką pogodę za oknem, o to, że dziecko w nocy nie spało, o to, że masz bajzel w domu? A czym to wszystko jest w obliczu tragedii, w obliczu diagnozy - jest pani chora.
Niczym!
Więc spinam dupę, zaciskam zęby i chcę zacząć wreszcie brać to życie garściami.
Nie wiem ile pożyję.
Wiem, że nie mogę siedzieć bezczynnie i marnować tak piękny czas, te cudowne chwile.
Przykre jest tylko to, że takie refleksie przychodzą w chwilach kiedy ktoś umiera..... i często mijają, jak "cała sprawa" ucichnie... i tak do kolejnej informacji o czyjejś śmierci...eh...





Postanowiłam więc mniej więcej co tydzień pisać post o postępach, o upadkach, o sukcesach.
Ile kg, cm przybyło, a ile ubyło.
Zdjęć nie dodam ( jeszcze teraz) bo sama nie jestem w stanie na nie patrzeć ;)
Myślę, że taki system zmobilizuje mnie bardziej, będę musiała zdawać relację, nie będę mogła łatwo się poddać.
Może to jakiś pomysł?
Może któraś z mam chce się przyłączyć?
Posiłki przyrządzamy ostatnio głównie z książki Ewy Chodakowskiej.
Ćwiczenia to Ewka, czasem Mel B.
Polecacie coś innego?
Póki co  ubyło mnie jedynie 2 kg, a ilość cm pozostała bez zmian ;)
Kto się przyłącza?
Trzymajcie kciuki!


28 komentarzy:

  1. Powodzenia życzy weteranka wszelkich diet odchudzających... Które przecież wraz z ćwiczeniami działają, jeśli tylko są stosowane. Pamiętaj zachowaj umiar - we wszystkim umiar jest dobry. U mnie odchudzanie przełożone zostało do późnej wiosny przyszłego roku - na Święta Bożego Narodzenia mam nadzieję spokojnie pochwalić się przyczyną.
    Wiem jedno - samo chudnięcie nie jest trudne, ale najtrudniejsza jest systematyczność. I tego z całego serca Tobie życzę - wytrwałości i systematyczności.
    Ja - już o tym nie raz pisałam - uwielbiam biegać i jak dla mnie to najlepszy sport. Serwowałam to sobie kiedyś zamiast kolacji i wyniki były bardzo dobre. A przede wszystkim samopoczucie znakomite.
    Nie daj sobie tylko wmówić, że jeśli nie schudniesz będziesz nieszczęśliwa. Najpierw uśmiech, potem chudniemy ;). Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I przestań pisać, że na zdjęcia nie możesz patrzeć - jesteś piękna. Może pulchna, ale PIĘKNA! Pamiętaj ;)

      Usuń
    2. czy to znaczy, że, że, że?!?!?!?!?!? Oł yeaaaaa!! ;*

      Usuń
  2. Kibicuję Tobie! Ja nie przykładam aż takiej wagi do wyglądu. Lubię siebie z dwoma kilogramami mniej lub więcej. Śmierć Ani poruszyła mnie bardzo, jako matkę. Troje dzieci zostało bez niej. I też pomyślałam: jakie to błahe myśleć o "zwykłych" problemach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz,ja już powoli mam problem z kupowaniem fajnych ubrań... więc zaczyna mnie to męczyć ..;(

      Usuń
  3. Cały wpis przeczytałam, co do joty i siostro moja, dumna jestem już teraz :) Wszystko zaczyna się od zmiany myślenia. Po prostu: nieustanna "samomotywacja", taki głosik, który nie pozwala Ci się poddać (i to tyczy się wszystkiego!).
    Z ćwiczeń to wiesz, co ja będę polecała zawsze... Jillian Michaels i Fitness Blender :D Ale ostatnio natknęłam się na bardzo fajną babeczkę: https://www.youtube.com/watch?v=XTH5saFBDqA ma filmiki na różne partie, będziesz spalała i rzeźbiła jednocześnie :) Jak coś to możesz na mnie liczyć :*
    PS Jakoś nadal nie umiem się otrząsnąć po wczorajszym zdarzeniu... :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Dołączam! Ciągle boję się takiego cyklu na blogu, ale ruszam tyłek i zaczynam jeść znacznie zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz ja do tej pory znam jedną skuteczną dietę - stres.
    Karmię dokładnie dwa lata. Od czterech miesięcy już tylko jedną piersią raz dziennie. Wydaje mi się, że nie przytyłam, bo odstawiam stopniowo. A skłonność do tycia to ja mam niestety. Z tego co pamiętam pisałaś, że Antek sam przestał ssać, więc sprawa zupełnie inna.
    Co do Ani Przybylskiej to dla mnie szok :/..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam wielkie skłonności, a tony niezdrowego jedzenia i posiłki jedzone nieregularnie potęgują to jeszcze bardziej! ;/

      Usuń
  6. Zaciskam kciuki moja miła:* uda się, uda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uda uda! A przy kawie naszej będziemy jeść marchewkę! ;D

      Usuń
  7. Jestem z Tobą moja Droga! Zdecydowanie popieram każdy ruch i rodzaj sportu😄 czekam na postępy i efekty, będę śledzić jak ci idzie😄to pisałam Ja, blogowa koleżanka!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć Aska ;) nie mów tylko 2kg to aż 2kg każdy kilogram mniej to aż mniej ;). Przyjadę do ciebie pokaże ci na YouTube parę bie ciężkich aninie długich ćwiczeń czasem wystarczy 12/16minut a efekty będą już po miesiącu, a może zrobimy razem trening ? Chciała bym pokazać ci oraz dostosować do ciebie ćwiczenia takie które będziesz robiła z uśmiechem na twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie*ciężkich, ani nie* , poprawka słów źle mi się napisało ;)

      Usuń
    2. Zatem biorę garść witamin żeby wyzdrowieć raz dwa i Cię zapraszam ;D Oł ye!

      Usuń
    3. Mam nadzieje że moja nie wielka wiedza pomoże ;)

      Usuń
  9. A ja chętnie pobiegam z towarzystwem :* bo dawno mi się nie biegało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wróć tu i mąż mój będzie miał towarzystwo do biegania, a ja kawę będę parzyła wtedy na spotkania ;D

      Usuń
  10. Asiu, trzymam mocno kciuku.
    U mnie z zapałem do ćwiczeń podobnie. Pojeżdżę 3 dni na stacjonarnym, pokręcę trochę hula i robię przerwę, bo się nie chcę, bo zmęczona, bo ... A figurę mieć by się chciało! :P

    OdpowiedzUsuń
  11. ja bym z chęcią dołączyła ale jeszcze nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Co do ćwiczeń, polecam Ci blog:
    www.sportsmama.pl

    Ola ma świetne treningi, ja jeszcze nie jestem matką, ale schorzenie kręgosłupa zmusiło mnie do rozpoczęcia regularnych ćwiczeń nie tylko ze względu na nadwagę, ale ze względu na wzmocnienie mięśni pleców, pośladków i brzucha - akurat TE "trzymają" moje lędźwia w ryzach :) . Ja regularnie, czyli minimum 3 razy w tygodniu ćwiczę od zeszłego roku. Efekty nie przyszły błyskawicznie, ale wpoiłam nawyki i teraz ćwiczeń zwyczajnie mi brakuje! Co do diety jako takiej - nie mam, jemy zdrowo, unikamy smażonych dań na rzecz pieczonych, a teraz w sezonie królują sałatki i zupy. W weekendy słodkości w postaci śmietankowych lodów, bądź domowego ciasta, najczęściej z owocami. Da się! Z rozmiaru 44/42 zeszłam do 38/40. Dla kogoś nie będzie to spektakularna zmiana, ale dla mnie jest. Mój kręgosłup i mięśnie są wzmocnione, stawy elastyczne. Zmiana w wyglądzie jest również mocno zauważalna, a ja uśmiecham się do lustra. Zaczynałam z Ewą, poprzez MelB i Natalię Gacką, teraz ćwiczę z Olą te najintensywniejsze treningi i jestem pod wrażeniem, że tabata to "małe piwo przed śniadaniem", a Skalpel, po którym kiedyś nie mogłam wstać, teraz traktuję jako lekki trening w dniu regeneracji :).
    Trzymam kciuki i wierzę, że Ci się uda! Ja wiem na pewno, że od pierwszych dni ciąży, jeśli będzie przebiegała prawidłowo - a innej opcji nie biorę pod uwagę, treningi mnie nie opuszczą, bo będzie do konieczne ze względu na mój kręgosłup, a poza tym zwariowałabym bez tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz! Jestem pod wrażeniem Twojej przemiany ! brawo!

      Usuń
  13. W chudnięciu wszystko zależy od silnej woli. Są kobiety, które przestrzegają ograniczonych porcji posiłków i też chudną, bez kupowania suplementów, ćwiczeń i testowania różnorakich diet. 2 kilo to już coś :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)