Wzloty i upadki.

Czasem mamy z Arkiem chwilę zmęczenia, potwornego zmęczenia.
Antek da nam w kość, krzyczy, płacze, gryzie, bije, rzuca, wścieka się, wymusza.
A my w tym wszystkim, zaciskając zęby, uśmiechamy się i setny raz tłumaczymy mu, że nie wolno, że go kochamy, że może pobawimy się w inna zabawę, że porzucamy piłeczką...
To są dni, kiedy oboje padamy chwilę po 21 i mimo przesypianej nocy przez naszego syna, rano czujemy się jakbyśmy w ogóle nie spali.
Całe szczęście, że takich ciężkich dni nie ma dużo, a zwykle związane są one, ze zmianą pogody, ząbkowaniem, skokiem rozwojowym...




Mąż- ojciec.

Muszę jednak z tego miejsca pochwalić mojego męża.
Jego rola w życiu Antoniego  od dwóch miesięcy uległa dużej zmianie.
Od pierwszych dni przez okres 1,5-2 miesięcy to głównie Arek opiekował się Antkiem.
Ja karmiłam jedynie syna , resztę ciężkiej roboty ( włącznie z gotowaniem i sprzątaniem) wykonywał Arek.
Później większość jego obowiązków zanikała.
Trwało to dość długo, bo do około 11 miesiąca życia Antka.
Nie mówię, że mąż mój nic nie robił, chodzi mi o znaczne wycofanie się z życia domowego.
Moja w tym wina- Bo ja sama! Wszystko sama chciałam. Wszystko lepiej widziałam
Wyręczałam, nie pozwalałam sobie pomagać.
Durna ja.
Jednak po jednej rozmowie, zauważyłam, że Arkowi brakuje udzielania się w domu, większego kontaktu z Antkiem, bez moich durnych wskazówek i rad.
Teraz też widzę, że ich kontakt jest zupełnie inny.
Arek bardziej się otworzył na relację syn- ojciec, być może dlatego, że Antoni jest starszy, więcej rozumie, jest mobilny, gadatliwy.
Chłopcy potrafią bawić się godzinami, śmiejąc się przy tym w głos.
Antek bierze mój telefon, ( bądź swój zabawkowy) kiedy Arek jest w pracy, przykłada go do ucha i woła : Dada,tata, dada, tata.
Wykręcam więc numer Arka, dzwonię do niego i rozmawiają sobie te moje chłopaki.
W domu, Arek sam się udziela. Sprząta, codziennie odkurza, ładuje, wypakowuje zmywarkę...
Dużo potrafi zdziałać, zwykłe słowo : Dziękuję, że to zrobiłeś. Bardzo fajnie, że to zrobiłeś...- chwalmy sowich mężczyzn, to ich mobilizuje do dalszego działania i czują, że ich pomoc jest doceniania. Sama kiedyś tego nie robiłam.


Matka- żona.

Przemiana nastąpiła i we mnie, w matce i żonie.
Jestem ( tak mi się wydaje) mniej czepialska.
Odpuściłam perfekcję w każdym calu.
Nie złoszczę się, kiedy zrobi się mały bałagan - nie lecę od razu i nie sprzątam, jak to miałam w zwyczaju.
System mam taki:
Przed poranną drzemką Antka, szykuję obiad, wycieram kurze, odkurzam, sprzątam zabawki.
Kiedy Antek śpi, wstawiam obiad, a ja sama relaksuje się.
Kolejne porządki są dopiero na wieczór, przed spaniem Antoniego i mam tu na myśli jedynie sprzątanie jego zabawek ( czasem odkurzanie drugi raz).
Podłogi myję dwa razy w tygodniu i dwa razy w tygodniu sprzątam łazienkę.
Taki system pozwala mi się wyluzować, odpocząć i nie zajechać.
Bardzo lubię porządek, lubię jak jest czysto, więc opracowałam taki plan działań, by w tym wszystkim był czas dla mnie, czas na kawę, na blogi, na pisanie, relaks.
Odpuściłam też pouczanie Arka, że to źle, to nie tak.
I chłopina chodzi wyluzowany, zadowolony, a ja mam mniej zmarszczek i uśmiech na twarzy. <3



Antoni- syn.

Antoni wydoroślał nam ostatnio.
Stał się samodzielny, uśmiechnięty.
Chodzi pięknie, choć czasem mam wrażenie, że on biega, a nie chodzi.
Jest nasza dumą i radością.
Naszym szczęściem.
Przesypia całe noce od 10 miesiąca. Są owszem wyjątki - np. ząbkowanie. Wtedy wybudza się w nocy, jednak po przytuleniu i podaniu smoczka śpi dalej.
Ma czasem dni, kiedy ciężko z nim wytrzymać.
Płacze, krzyczy, gryzie, bije, wymusza.
Wchodzi na parapet, łapie się firanki i skacze. Tylko czekać, aż zerwie firankę, bądź nie daj Boże zerwie metalowy karnisz.
Nie rozumie, że nie wolno. Ściągamy go milion raz, mówi, że nie wolno, staramy się odwrócić jego uwagę i nic. Jest płacz i gile po pas. ( CO ROBIĆ ??!?!?!?!?!)
Chce otwierać piekarnik, kiedy akurat coś się w nim piecze. Nie pomaga nic...Już nie wiemy co robić.
Jak reagować na wymuszanie? Na bicie? Gryzienie?  Jak oduczyć tych niebezpiecznych zabaw?


6 komentarzy:

  1. Jeśli robi coś czego nie powinien to tłumacz spokojnie, że nie wolno albo zabierz daną rzecz bez słowa. Jak zawyje to trzeba to przetrzymać. Zachowuj się wtedy obojętnie, zajmij się czymś, a on niech płacze. Chodzi o to żeby nie reagować, bo jak ulegniesz to będzie rządził. Pokaż mu potem rzecz, którą lubi, z której się śmieje. Np. włącz wtedy odkurzacz, albo coś innego.
    Bardzo fajnie, że wyluzowałaś i pozwoliłaś mężowi na częściowe przejęcie obowiązków :) I brwa dla męża, że pomaga. Wypoczęta mama to szczęśliwa mama :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rady! Skorzystam! ;)

      O tak, mąż mi szaleje <3

      Usuń
  2. Nasza Lili też ma ostatnio wejścia z wymuszaniem, czy robieniem tego co nie wolno.
    Nic nie pomaga, ale staram się tłumaczyć choć jest ciężko, bo ona w ogóle nie słucha :/ Gadam jak do ściany.
    Chyba musimy się po prostu uzbroić w cierpliwość :)
    Z Michałem miałam podobnie. Dziś już mi nie przeszkadza, że jak on Lili wyszykuję na spacer to ubrana jest pstrokato :) Skoro takie ciuszki wybrał to niech tak będzie :)
    Tak samo nie mówię co ma jej zrobić do jedzenia. Co uszykuję będzie dobrze :)
    A kiedyś często go poprawiałam :)

    Całuski dla Was :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak!
      Widzisz, wrzuciłyśmy na luz i jest dobrze.
      A Ty czy dziecko pójdzie jednej skarpetce czarnej a drugiej pomarańczowej , to cóż ;) Ważne, że są szczęśliwi ;))

      Buzioole!

      Usuń
  3. Brawo Asiu za przemianę :D
    Co do zachowania dziecka to chyba nic nie mogę powiedzieć. Miłosz znowu wrócił do terroryzowania i zrobił się w zachowaniu jeszcze gorszy niż, gdy Michał wyjechał. Może kluczem jest konsekwencja i z czasem minie? Zosiunia była taka grzeczna, a ten Łobuz o wszystko wojnę robi, nic nie dociera do niego, wszystko sam, krzyczy ciągle, złości się, bije, wymusza :(

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak Dziecko zmienia wszystko... Ale to dobra przemiana :) Co do zachowania.. samo chyba minie, takie prawa dziecka że interesuje go to co nie powinno...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)