Dzieciom wstęp wzbroniony.


Ostatnio wielkie BUM w telewizji, w wiadomościach, gazetach, bo w Polsce chcą otworzyć restaurację, do których nie będzie można wprowadzać z dziećmi.
Matki są oburzone: " Bo jak to, będą teraz ograniczone i nie będą mogły do TEJ restauracji przyjść ze swoim/ swoją syneczkiem/ córeczką." " Jak to można wprowadzać zakazy dotyczące tego czy ich dzieci mogą gdzieś wejść. To są dzieci i im wolno wszytko".






Wiecie co, myślałam, że z racji, iż sama jestem mamą , to pewnie będę równie oburzona tym faktem ale nie jestem. Mimo, że moje dziecko z reguły ( powtarzam Z REGUŁY!!!!!)  jest spokojne i grzeczne, a w restauracjach zachowuje się kulturalnie, to jestem za wprowadzeniem tego typu restauracji do naszego kraju.

Chodząc ( rzadko) z Mężem do lokali, nie raz byliśmy świadkami, gdzie rozkrzyczane dzieci dosłownie demolowały lokal. Płakały, piszczały, rzucały, pluły, zabierały wszytko. Jedno zwymiotuje , drugie strzeli kupę, której aromat powala na ziemię jedzących smaczną, romantyczną kolację parę.
My, jako rodzice, byliśmy pełni zrozumienia dla tych dzieci i ich rodziców.
Nie gorszyły nas te sceny, jednak trochę przeszkadzały.
Nie ukrywam jednak, że są chwilę, kiedy mam ochotę wyjść gdzieś bez mojego syna.
Zdarzyło się to kilka razy, jednak gdzie nie poszłam, tam były inne rzecz jasna dzieci, które tak samo jak moje, biegało, pełne radości krzyczało i hałasowało.
Ja wychodząc gdzieś sama, na plotki, ploteczki chciałabym odpocząć od bycia nianią na pełen etat. Odpocząć od ciągłej opieki, smarków, krzyków,kupek,  płaczu.
Lokal do którego dzieci nie mogłyby wejść byłby dla mnie idealnym rozwiązaniem i nie sprzeciwiam się jego tworzeniu. Jestem ZA!
Chcę pójść do takiej restauracji z przyjaciółmi, pogadać, wypić w spokoju kawę, zjeść ciasto, słyszeć przyjemnie unoszącą się w tle muzykę i każde słowo towarzysza, który ze mną pójdzie.



Jest też drugie ZA.
Mianowicie, osoby, które nie mają, nie mogą, nie chcą mieć dzieci.
Myślę, że może im czasem przeszkadzać obecność tych małych skrzatów.
Ale to tylko moje skromne zdanie.
Ja wypowiadam się na ten temat jako matka.
Byłam na kilku spotkaniach bez swojego  dziecka.
Spotkałam się z koleżankami, które na spotkanie wzięły akurat swoje pociechy.
Mimo, że ja byłam WOLNA, ciężko było pogadać, wypić kawę.
Dzieci ciągnęły swoje mamy w różne zakątki, a  kawa musiała stać w miejscu takim, że mi samej ciężko ją było dostać.
Każde natomiast niecenzuralne słowo wypowiedziane z moich ust, powodowało, że spojrzenia ludzi chciały mnie zlinczować.
No wiecie, jak można przeklinać przy dziecku.
Ja WOLNA, na luzie chciałam poczuć się na pełnym chilloucie, nie było mi dane.
Co więcej, podczas pożegnania, jednogłośnie powiedziałyśmy " Następnym razem widzimy się bez dzieci". ;)
Człowiek czasem chce wyjść. Odpocząć od partnera, dzieci więc rozumiem,  że społeczeństwo chce takich miejsc. Sama  zostawiam Antka jedynie na zakupy czy okres kiedy się uczyłam i chodziłam na uczelnie. Do restauracji, na imprezy, przyjęcia chodzę z  nim. Nie zostawiłam go nigdy u kogoś na noc. I może nigdy tak naprawdę nie pójdę do takiego lokalu, jednak nie mam zupełnie nic przeciwko jego powstaniu. 


Zastanawia mnie  tylko jedna rzecz.
Dziecko - pojęcie względne.
Dziecko ma kilka miesięcy, kilka lat, kilkanaście...
Czy do tego typu restauracji nie będą mogły wchodzi nastolatki?




Dzisiejszy tekst nie świadczy o tym, że nie kocham swojego dziecka.
Kocham nad życie, do szaleństwa i czasem mam wrażenie, że jestem chora z tej miłości.
Nie zmienia to jednak faktu, że są chwilę, kiedy nadzwyczajnie w świecie mam dość i chciałabym wyjść na godzinę, dwie.
Mogę wyjść na spacer z koleżankami, mogę pójść do TAKIEJ restauracji, mogę pójść pojeździć na rowerze.
Po prostu, wyjść, odpocząć.



A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

29 komentarzy:

  1. Ja jestem przeciw. Dziecko to człowiek, gdzieś musi nauczyć się przebywać z ludźmi. Nie klnę jak szewc, ale nawet w domu, nawet przy dziecku czasem mi coś się wyrwie - i nie uważam tego za grzech, bo Młoda widzi mnie i świat takimi jakimi jesteśmy, nie wyidealizowanymi. Nie pcham się tam z dzieckiem, gdzie nie ma dla niego miejsca (dlatego też w nich nie bywam, bo Młodą zostawiam tylko gdy idę do pracy lub do lekarza). Byłoby mi dziwnie, gdybym w pewne miejsca nie mogła wejść. Nie uważam oczywiście, że moje zdanie jest jedynym słusznym, ale mi dzielenie świata na świat dorosłych i świat dzieci jest co najmniej dziwaczne, nienaturalne. Na przykład częstym problemem są marudzące dzieci na weselu, a ja uważam, że mając dziecko można iść na ślub do kościoła a potem przez godzinkę czy dwie na wesele 0 nie muszę przecież balować całej nocy, żeby się bawić. Tyle, że ja jestem rodzicem, który uważa, że najlepiej bawi się właśnie gdy ma dziecko w pobliżu. Mam nadzieję, że za kilkanaście lat i moje dzieci, nie będą uważały, że "staruszka" im przeszkadza w zabawie... Ale zobaczymy jak to będzie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że dziecko musi przebywać wśród ludzi. To, że powstałyby takie restauracje, nie znaczy, że wszystkie by takie były ;). Wiec rodzic ma wybór. Są restaurację, w których można palić, są takie w których jest to niemożliwe. Są miejsca tylko od 18 lat, są miejsca typowo dla dzieci, są kawiarnie czy restauracje które mają wydzieloną strefę do zabawy dla dzieci, to w sumie czemu nie może być miejsca typowo bez dzieci ;) ?
      Może dlatego właśnie, że ja sama chciałbym pójść do takiego miejsca i stąd taki mój pogląd.

      Usuń
    2. Świetnie napisane, zgadzam się co do słowa. :)

      Usuń
    3. Taka myśl - nie argument - tylko myśl - czy zakaz wprowadzania dzieci nie brzmi trochę jak zakaz wprowadzania zwierząt. Albo strefa bez dzieci to jak strefa bez dymu papierosowego... Jakoś niefajnie mi się to kojarzy. Nie wykłócam się. Tak mi przyszły do głowy te skojarzenia. ;) Pozdrawiam ciepło.
      PS. A co do Twojego blogowania - nie będę Ciebie zapewniać, że lubię Ciebie czytać - bo się tu pojawiam regularnie, a to chyba coś znaczy ;). Pisz to co czujesz, jak czujesz, jak lubisz. Nie musisz być idealna we wszystkim, nawet w pisaniu, chociaż Twój blog wydaje mi się bardzo profesjonalny. I bardzo zadbany (dokarmiany regularnie nowymi postami). Nie będę też pisać, że jesteś wspaniałą matką itd. Dla swojego synka jesteś najlepszą mamą na świecie, a to jest najważniejsze.

      Usuń
    4. Rozumiem kochana. Każdy ma przecież swój pogląd i nie ma nic w tym złego, że w czymś się nie zgadzamy :-) I przecież nie musimy się zapewniać, że jesteśmy cudowne i wspaniałe. Dla naszych dzieci i rodzin jesteśmy, a dla reszty świata już nie musimy.:-) dziękuję za miłe słowa!!

      Usuń
    5. Nie wydaje mi się, że w całej akcji chodzi o wprowadzenie zakazu we wszystkich miejscach publicznych, a dzieci swoje będziemy musieli trzymać w bunkrach. Po raz drugi wypowiadam się w tej kwestii i po raz drugi powtórzę swoje zdanie, że nie chodzi o globalny zakaz wprowadzania małych dzieci, a możliwość wyboru. Chcesz nauczyć dziecko przebywać z innymi ludźmi, to czemu nie robić tego w miejscu, w którym nikt o to nie będzie miał pretensji. Błagam, jestem matką, uwielbiającą nad życie swoje naprawdę nieabsorbujące dziecko ale nie ciskajcie macierzyństwem i prawem do niego każdej napotkanej osobie, niezależnie czy sobie tego życzy. Chodzi o jedną lub dwie kawy, wypite w gwarze zgoła odmiennym od słodkich głosików naszych pociech, a nie o pozbawienie was praw rodzicielskich i obdarcie z człowieczeństwa Was czy wasze dzieci.
      Prosimy o zrozumienie nas matek, zrozumcie i innych.

      Usuń
    6. Przepraszam, ale ja nie mam nic przeciwko osobą, które uważają inaczej niż ja, nie "ciskam macierzystwem" na prawo i lewo, ja po prostu nie lubię wychodzić bez dziecka, a zakaz sam w sobie wydaje mi się irracjonalny z wielu względów. Ogólnie w wielu miejscach i wielu porach mnie nie ma, gdyż uważam, że to nie miejsce i pora dla dziecka, czy też dla nas jako rodziny. Ci którzy świadomie się ze mną spotykają, wiedzą jaki mam do tego stosunek i akceptują to. Ja przecież nie zmuszam nikogo do przebywania ze mną czy z moim dzieckiem. Jednak zakazywanie pewnych rzeczy w sposób sformalizowany powoduje we mnie bunt i tyle.
      Są różne - skrajne postawy - nie porównuję ich tylko stwierdzam, że istnieją. Niektórzy żądają od matek, żeby karmiły w toalecie, bo widok kobiety karmiącej piersią jest paskudny i obrzydliwy. Niektórzy chcieliby tylko żeby dziecko nie wchodziło pod ich stół gdy jedzą, albo nie podjadało im z talerza (obce dziecko rzecz jasna).
      Myślę, że mam w sobie na tyle rozsądku, żeby unikać specjalnie kłopotliwych sytuacja, a tak jak pisałam wcześniej stawianie ostrej granicy pomiędzy dorosłymi a dziećmi wydaje mi się dziwactwem. Ale może sama jestem dziwaczna?
      A może po prostu gdy pracuję poza domem, czasem długo bardzo się w to angażując nie chcę uronić już ani chwili z bycia z dzieckiem (bo pojęcie macierzyństwa samego w sobie jest puste). Lubię pobyć z człowiekiem, którego urodziłam.
      Tak ja czuję. I jest mi przykro nawet jak słyszę "przyjdź do mnie, ale bez dziecka", bo dla mnie to nie będzie przyjemność, myślami będę gdzie indziej. Gdy mam przyjść w sprawie zawodowej, pomóc w czymś w czym ewidentnie dziecko przeszkadza - wtedy zostaje z nianią. Ale jeśli ma być to przyjemność... To nie widzę powodu zostawiania dziecka w domu. Sama też lubię gościć cudze dzieci i mam bardzo duży poziom tolerancji na to co robią. Ogólnie to niech sobie zakaz będzie - bo to nie unieszczęśliwi mnie w żaden sposób, nie muszę chodzić z dzieckiem do tej czy innej kawiarni, restauracji, ale sam pomysł mi się nie podoba. Jest daleki od tego co wydaje mi się logiczne, dobre i przyjemne. Także proszę o zrozumienie. To, że nie lubię takich zakazów, nie znaczy, że jestem matką przywiązaną łańcuchem do swojego dziecka, nadopiekuńczą czy nierozumiejącą, że ten zakaz nie dotyczy wszystkich restauracji. A może po prostu sama na tyle czuję się jeszcze dzieckiem, że obawiam się, że mogłabym nie wejść w pewne miejsca... Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    7. Aga napisałaś to tak pięknie, że lepiej się nie dało! ;)
      Zgadzam się z każdym słowem!

      Usuń
    8. Hej hej. Spokojnie ;)
      Ja doskonale rozumiem co miałaś na myśli i szanuję Twoje zdanie.
      Każdy ma prawo mieć swoje poglądy ;)

      Też jestem tolerancyjna, lubię jak przychodzą do mnie inne mamy z dziećmi. Nie przeszkadza mi to czy robią mi bałagan, czy robią kupy, plują, brudzą. To dzieci, mają takie prawo.
      Jednak mówię o sytuacjach kiedy sama chcę gdzieś wyjść, odpocząć. Wtedy z wielką przyjemnością poszłabym do TAKIEJ restauracji ;).
      Może nasze poglądy różnią się właśnie dlatego, że Ty pracujesz.
      Masz "przerwę" od dziecka i po powrocie chcesz wykorzystać każdą chwilę.
      Ja mam Antka na co dzień i mimo mojej wielkiej miłości do niego, raz na ruski rok chciałabym wyjść bez niego gdzieś ;)

      Usuń
    9. Pozwalam sobie odpowiadać obszernie, gdyż opinia, którą zacytowałam była odpowiedzią do mojego komentarza. Naprawdę nie uważam siebie za matki o jedynie słusznych poglądach, ani nie neguję tego, że ktoś chce spędzić czas bez dziecka. Ja piszę o tym co i jak czuję.
      Może gdybym została dużej w domu, to bym też miała do tego inne podejście, a może zmieni się ono z czasem. Nigdy nie mówię nigdy. To, że dyskutuję to wrodzone i czasem sama jestem zła na siebie, że nie siedzę cicho, za bardzo się rozwodzę nad pewnymi tematami, ale to nie złośliwość, a raczej przekora... ;) Cenię sobie to, że u Ciebie, i u Maryś na iluś innych blogach mogę napisać "nie zgadzam się" - bo czytanie opinii odmiennych od mojej ubogaca mnie i pozwala przemyśleć pewne sprawy. Wywołana do tablicy jednak to nie wysiedzę cicho. ;)
      Nie miej za wylewność żalu do mnie, jak i ja nie mam do nikogo.

      Usuń
    10. Nie mam żadnego żalu i cenię sobie Twoje zdanie ;) ;*

      Usuń
  2. A ja się zgadzam. Mam dwójkę dzieci i z chęcią bym poszła to takiego lokalu.
    Nie znaczy to że jestem złą matką to raz, a dwa przecież taki nie będzie każdy jeden lokal, tylko zapewne garstka. O ile będzie!

    Tu zwykle będą się sprzeciwiać ludzie, bo to tak jak feministki, równouprawnienie, itp. zawsze będzie o to spór. Nie mówię, że inni nie mają racji. Ja jednak zgadzam się z Tobą ;)

    Baśka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) Mam nadzieję, że taki otworzą i raz na jakiś czas tam skoczę ;)

      Usuń
  3. Mieszkam u UK . Tu taki zakaz obowiązuje w niektórych barach, pupach.innikogo to nie gorszy nikomu nie przeszkadza sama jestem mama. Dziecko to człowiek ale zgadzam sie, ale czasami inni ludzie potrzebują wytchnienia od tych małych ludzi, i dlaczego mamy im to uniemożliwiać? Jest masa innych miejsc gdzieś można pojąć z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Zgadzam się! ;) Pozdrawiam z PL ;)

      Usuń
  4. Jak idę z dzieckiem, to wybieram restaurację, gdzie dziecko może się bawić, a ja spokojnie pić kawę, czyli tam gdzie jest miejsce do zabawy dla dzieci. Dziecko się nie nudzi a ja mam czas na wypicie kawy z koleżanką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wybieram tego typu miejsca ;) Mówię jednak, że kiedy idę sama, chętnie poszłabym do takiej restauracji ;)

      Usuń
  5. Bardzo lubię Cię czytać.
    Nie jesteś sztuczna jak niektóre matki, które na blogach opisują tylko swoje wspaniałe , nieskalane dzieci. Sorry za wyrażenie, ale niektóre z nich to tak rzygają tęczą na pokaz.

    Ty piszesz kiedy masz słabości, kiedy Ci źle.
    Nie ukrywasz, że chcesz wyjść gdzieś bez dziecka, że czasem masz dość, że nie masz siły.
    Piszesz, że kochasz i widać to na zdjeciaciach i postach.
    Jesteś zakochana w Antałku po uszy ;)


    Ja nie mam dzieci. Staram się o nie już dwa lata i powiem Ci, że czasem kiedy chęć ich posiadania siega zenitu, a na teście jest kolejna jedna kreska, to chcę pójść tam gdzie nie ma dzieci, gdzie nie widac tych ich ślicznych buźek...;(

    Ja patrzę teraz w ten sposób na to. Pewnie jak (mam nadzieję) kiedyś zostanę mamą i będę miała takie chwilę by móc pobyć bez dziecka - też będę chciała wejść i posiedzieć w takiej restauracji ;)

    Także zgadzam się z Twoim postem, a wszystkim oburzonym nim mamą życzę luzu! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo mi miło!
      Staram się pisać naturalnie o swoim życiu, bez zbędnego koloryzowania. Wychodzi mi to różnie, jednak bardzo cieszę się, że przekaz jest właściwy ;)
      Kocham Antka do szaleństwa, ale właśnie nie widzę potrzeby ukrywania, że spędzanie z nim każdej minuty powoduje czasem, iż raz na miesiąc na dwie godziny chciałabym wyjść sobie bez niego.
      Przykład z dziś.
      Byłam u dentysty. Nie było mnie 50 minut. Niemal biegłam do domu, by móc go wyściskać i przytulić ;) To zdrowe ;) Nie jestem matką, która nie zostawi dziecka u rodziców, teściów, sąsiadki, rodziny. Korzystam z pomocy i kiedy tylko jest taka możliwość " ulatniamy się" z Arkiem na samotne zakupy, a może i niedługo jakieś kino ;)

      Usuń
  6. Jestem za.
    Czasem też mnie to uwiera, że z dzieckiem muszę wszędzie. (Akurat muszę, bo nie mam wyjscia innego) A chciałabym raz na ruski rok iść bez niej, nie martwić się, że będzie akurat krzyczeć, albo właśnie strzeli focha i nici z mojej gorącej kawy i znów będzie zimna.
    Odnoszę wrażenie, że czasem matka to taka przekora jest - ona musi koniecznie tutaj, do tej restauracji i to z dzieckiem, bo właśnie dlatego, że tutaj jest ten zakaz. To ona musi.
    Nie dogodzisz :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha dokładnie tak. I przecież to, że taki lokal by powstał nie znaczy, że tylko do niego by się chodziło. :-)

      Usuń
  7. Ja się zgadzam na powyższy zakaz, ALE.
    Ale niech on będzie inaczej skonstruowany. Niech nie będzie zakazem kojarzącym nam się z zakazem palenia czy wprowadzania zwierząt, tym samym umniejszającym wartość dziecka.
    Tym zakazem łamie się prawa dziecka, najwyraźniejsze - prawo do równości.
    Zgadzam się na zakaz wchodzenia z dziećmi po godzinie X. Niech to będzie 18 czy 19. O ileż łatwiejsze do zaakceptowania, bo posiadające właściwe wytłumaczenie - nie jest to odpowiednia godzina na balowanie z dziećmi. Nie znaczy to że my nigdy nie balowaliśmy choćby w czasie wakacji, jednak dla wybranych restauracji taki sprecyzowany zakaz akceptuję. Ktoś tego nie zrozumie?
    Do 18 rż to też nie byłby problem, wszakże zawsze można wybrać inną restaurację, a te pozostawić dorosłym, po prostu.
    Pozdrawiam, Magda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Dobry pomysły :-) wszak zawsze jest jakieś inne rozwiązanie właśnie i to jest kompromis :-)

      Usuń
  8. Ja również jestem za i to bardzo:) Nie rozumiem skąd ta panika, trochę jak zwykle przewrażliwione niektóre mamy są na punkcie swoim i dziecka:) Są miejsca dla dzieci, niech będą miejsca tylko dla dorosłych. Nie sądzę, aby nagle w całym mieście zostały tylko lokale "childfree". Podejrzewam, że te lokale będą również dużej mniejszości, jesli w ogóle ktoś się odważy na taki zakaz. Coraz częściej restauracje targetują się na rodziny (bo to zysk czysty), są krzesełka, przewijak itd. Sensownych alternatyw dla wyjścia rodzinnego na pewno nie zabraknie. Mówienie o łamaniu praw dziecka jak dla mnie trochę na wyrost:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co może otworzymy taki lokal? ;D Cholibka to jest to! ;D

      Usuń
  9. A ja jestem przeciwna wprowadzeniu takiego zakazu. Uargumentowane na fb:D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)