Bez Was nie byłoby Panny0ceanny.


Hej, blogerzy... ! Zadajcie sobie czasem pytanie czemu piszecie? Co Was motywuje do stukania w klawiaturę, obrabiania zdjęć i edukowania się w najnowszych trenach i modach?

Ja czasem nad tym myślę. Ostatnio myślałam tak często w wyniku czego postanowiłam napisać o tym post. Początkowo bloga założyłam z nudów. Tak, tak przyznaję.
L4, ciąża, pierdzenie w stołek przestało być zabawne i zaczęłam się nudzić ( oj ile ja teraz bym dała, za taką nudę...). W ciąży jak to dobrze wiecie, ma się milion pytań, zmartwień i chciałoby się co chwile o coś pytać. Blog mi więc w tym pomagał. Pisałam post, a w nim zadawałam pytania, czytelnicy odpowiadali, a ja czułam się spokojniejsza i doedukowana. Sprawiało mi to radość.
 Z miesiąca na miesiąc pisanie zaczęło mnie coraz bardziej wciągać.  Były dni, kiedy pisałam kilka postów dziennie. Publika się powiększała, czytelników przybywało, statystyki rosły. A jeśli o statystykach mowa.. Odezwała się jedna firma, druga firma... Współprace za 10 -15zł, a ja cała w skowronkach... bo za free, bo jestem taka boska, że ktoś chce mi coś dać, za kilka słów opinii.  Czułam się jakby mi ktoś ofiarował wypasione auto, a nie proszek do prania. Miałam wrażenie, że świat jest mój - bo mam limitowaną edycje mydła do rąk.
Przyznam, że był taki czas, kiedy współprace przyćmiły mi umysł. Brałam wszystko co mi oferowano. Głupi człowiek był... Nie byłam świadoma tego, że:
a) jestem wykorzystywana,
b) współprace to nie wszystko.
Co mi po tym, że dostanę w miesiącu 10 kremów do rąk i paczkę podpasek? Wow - super zarobek - jestem bogata, idę dom budować! Jednak przyznam też bez bicia, że byłam próżna. Mało wkładałam serca i czasu w recenzje i szczegółowy opis. Człowiek uczy się n błędach.
Nie dziwiło mnie to, że czytelnicy zaczęli odchodzić.. Została ich garstka, a ja zrozumiałam jak bardzo przegięłam i jak bardzo brakuje mi zwykłych postów. Musiałam na nowo zbudować Wasze zaufanie, pokazać się z innej strony, bardziej otworzyć. Z prawie rocznym blogiem, musiałam zacząć na nowo.
Doceniłam sama siebie. Wkładałam/ wkładam dużo serca w każdy post. Pstrykanie zdjęć to nie zrobione od niechcenia fotki, które obrabiam jednakowo i jadę z kolejnym postem.. To zdjęcia, które robię z uśmiechem na twarzy, które pięknie stylizuje, które muszą wpasować się w klimat mojego bloga.  Czasem by napisać dla Was post, potrzebuję tygodnia. Mam w wersjach roboczych aktualnie 15 postów, które czekają na doszlifowanie, na dobry dzień mojego umysłu, na piękne zdjęcia w pięknej scenerii.  Teraz jeśli firma się odezwie do mnie i zaproponuje współprace, wiem, że  wybiorę tylko taką która jest tego warta, na której produktach się nie zawiodę i wiem też, że post jaki napiszę nie będzie bezmyślną plątaniną literek, które do siebie nie pasują, a starannie dobranymi zdaniami, które pięknie połączą się w jedną całość.
Najważniejsza jest dla mnie treść bloga, która musi być na wysokim poziomie.
Masa zdjęć na blogu, których nigdy nie wywołam, pozostanie tu, w sferze mojego wirtualnego życia. Życia Panny0ceanny i jej rodziny. Czyż to nie cudne?
Zdjęcia posiłków, dzięki którym chudnę, lepiej się czuję i wchodzę w ubrania, o których dawno już zapomniałam.
Wpisy naturalne, pełne wspomnień, miłości, uczuć.
Wpisy, które pozwalają mi wyładować złość i rozgoryczenie.
Wpisy dla Was edukacyjne i  inspirujące.
Wiecie jakie to miłe widzieć powiększające się grono czytelników? Jakie to miłe widzieć powracających do mnie czytelników? Jak rosnę z każdym ciepłym komentarzem czy mailem z Waszej strony?
Ja mogę sobie pisać, mogę być zajebista w tym co robię, ale bez Was blogowanie nie miałoby żadnego sensu. By blog miał siłę i moc, potrzebuję Was, czytelników.  Musi być autor i muszą być czytelnicy. Dlatego dziękuję Wam, za każdy komentarz, każdy mail, każde polubienie mojej strony, mojego bloga. Dziękuję, ze jesteście!
Moja nowa "walka" o Was trwa prawie dwa lata ( plus rok- metoda prób i błędów- łącznie 3 lata blogowania). Myślę, że te NOWE dwa lata to ta moja właściwa droga, właściwe miejsce, właściwy czas ;)

Nie ukrywam, że marzy mi się praca internetowa, zdalna, w domu.  Gdzie nikt nie będzie stał nad moją głową, gdzie nie będę czuła oddechu szefa na swoim karku, gdzie w dresie przed komputerem będę wykonywała zlecenia.. Nie muszę zarabiać kokosów, mnie do szczęścia wiele nie trzeba. Jednak znalezienie takiej pracy nie jest wcale proste...  może powinnam przeczytać poniższy podręcznik i doprowadzić do mojej realizacji wszystkich planów i marzeń?  A może kiedyś będę jak Kominek ( o taki żarcik) i będę wykonywała zlecenia, projekty za kilkadziesiąt tysięcy. Hahaha - no dobra poniosło mnie, więc kończę ;) Bye!



9 komentarzy:

  1. Kochana, co za szczery wpis :). Życzę Ci powodzenia w planach. Ja tu bywam od niedawna, ale rozgoscilam się już ;)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam nadzieję, że zagościsz na dłużej ;)

      Usuń
  2. Bardzo szczery post i wiesz co? Lubię jak ktoś mówi otwarcie i nie słodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana ;) Choć ta "zmiana" trwa już dwa latka i myślę, że idzie mi całkiem przyzwoicie ;D

      Usuń
  4. Fajnie, że to napisałaś:) I fajnie że jesteś:) Czytam Ciebie od daaaaawna:) Od niedawna także jako blogerka:) Już na stałe zagościłaś w codziennym rozkładzie dnia - przy porannej kawie gdy Bąbel śpi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;* rumienię się ;) Ja dalej na blogspocie.. jakoś boję się na swoje przejść ;D No i nie wszystkie tajniki blogerskie są mi jeszcze znane ;D

      Usuń
  5. To ważne, że zrozumiałaś którędy iść ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)