Idzie burza.





Idzie burza.
Liczę, że wraz z nią ochłodzenie. Chociaż na chwilę. Chociaż na dziś.
Wczoraj rozpływałam się, topiłam, kleiłam.
Zużycie wody wzrośnie nam okropnie, bo kąpiemy się miliard razy dziennie, bo choć trochę się ochłodzić.
Wieczorami wietrzymy mieszkanie i robimy wszystko to, czego w dzień nie ma szans zrobić.
Wczoraj uśmiechał się do mnie Jack z karafki do whisky, jednak ja pozostałam wierna wodzie z miętą i kostkami lodu.  Wypijam jej minimum 3 litry dziennie.
Ochłodo przybądź. Pioruny uderzajcie. Deszczu lej!

8 komentarzy:

  1. Przyłączam się! Deszczu przyjdź też do nas...bo ogród zamienił się w pustynie :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Też liczę na burzę i ochłodzenie... nawet późnym wieczorem ciężko wyjść na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja dzisiaj zmokłam... Spieczoną skórę zmoczył deszcz, donikąd nie uciekałam, nie przejmowałam się, że przemakam do suchej nitki. Cudowne przeżycie. ;D Szkoda, że burza przeszła szybko, ulice i chodniki wyparowały i skwar wrócił. Ale te minuty rozkoszy zapamiętam na długo. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. no a u nas nie spadła nawet kropla, podobno jutro ma być ciut lżej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas nie spadła ani kropla deszczu :( 2 dni grzmiało i nic z tego nie wynikło :( deszczu przybywaj bo mamy juz dość ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)