Czas dla rodziców.




Jesteśmy my. Kobieta, mężczyzna. Żyjąc od spotkania do spotkania, od randki do randki, zakochujemy się w sobie coraz bardziej. Spędzamy ze sobą godziny, dnie, tygodnie. Wychodzimy do barów, na długie spacery, na spotkania z przyjaciółmi czy spontaniczne wypady na weekendy.
Przychodzi czas na zaręczyny, a potem na ślub. Wspólne mieszkanie, wieczory spędzane razem przy gorącej herbacie bądź lampce czerwonego wina.. Ciągłe rozmowy, leniwe, weekendowe poranki, śniadania do łóżka, bieganie nago po domu, spanie w dzień, imprezowanie w nocy.
I nagle przyszła, decyzja " Chcemy mieć dziecko".
Pełne zwarcie, organizacja, planowanie i działanie. I oto jest. Pojawił się. On. Wymarzony, wyśniony. Idealny. Codzienne spacery, kupki, uśmiechy. Nowa dawka radości, nowa dawka szczęścia oraz nowa dawka wielkiej, bezgranicznej miłości.
Nie dajemy sobie wmówić, że potrzeba nam czasem odpoczynku. Nie słuchamy rad i komentarzy, że raz na jakiś czas musimy pomyśleć o sobie. Kochamy do szaleństwa to niebieskookie cudo i nie wyobrażamy sobie, wyjść gdzieś bez niego.
Przychodzi jednak taka chwila, kiedy po dwóch latach, zaczyna brakować małżeńskiego dwugodzinnego spaceru , wyjścia do kina, kolacji w restauracji, czy leniwego poranku spędzonego w swoich objęciach. Najpierw Arek zaczął wychodzić na siatkówkę, na basen, na ryby. Później ja co kilka miesięcy wychodziłam na kilkugodzinne spotkania babskie czy spokojne zakupy. I choć był to czas bez  codziennych obowiązków, to jednak zaczęło brakować tej iskierki, która była w nas kiedyś.
Kiedy dwa tygodnie temu, pojechałam do Warszawy i pierwszą noc, od prawie dwóch lat, spędziłam bez syna, ( mimo wielu obaw, lęki i smutku) uznałam, że jestem gotowa. Dwa lata zajęło mi dojrzeć emocjonalnie do myśli, że mogę poprosić rodziców o pomoc, by wzięli do siebie Antka na weekend.  Musiałam zrozumieć, że krzywda mu się nie stanie, że poradzi sobie z zasypianiem w innym, niż swoim łóżku, że nie będzie płakał i tęsknił.
Każda matka wie, że to nie tata, babcia, ciocia, wujek, muszą być gotowi do zostawienia dziecka na noc, na dzień poza domem, a matka i dziecko. Jeśli ta dwójka, nie będzie na to gotowa, żadna siła ich do tego nie zmusi.
Tak więc nastał ten moment, nastała ta chwila, kiedy możemy planować nasze randki, wyjazdy, spacery. Chociaż raz na miesiąc kilka godzin dla siebie, dla nas. Chociaż raz, dwa razy do roku, krótki weekend we dwoje, z małym Spa, basenem i pięknymi widokami za oknem. Choćby tak jak na poniższym zdjęciu. Jest zgoda rodziców, którzy wyrazili chęć zostawania wtedy z wnukiem, jest zgoda naszych serc, sumień, potrzeb.
Zatem to dzieła! Do planowania!
Znajdźcie czas dla siebie, dla Was. Jeśli tylko macie możliwości i rodzice, dziadkowie, rodzina jest Wam w stanie przypilnować w tym czasie latorośli to działajcie. Zobaczcie:
* wyjście, raz na miesiąc na dłuższy spacer i kino/kolacja - 4-5 godzin
*  razy do roku weekend - 2 dni. ( licząc, że wyjeżdżacie w piątek po południu, a wracacie w niedzielę po południu)
Całość daje nam 4,5 dnia, 108 godziny dla Was. Dla Waszej dwójki.
Natomiast dla Waszej rodziny, dla Waszych dzieci zostaje 360,5 dnia, 8652 godzin.
A relaksując się, odpoczywając, zdobywając siły, wracacie do dzieci z większą mocą, uśmiechem i zapałem do działania. Miejcie ten power! ;)




8 komentarzy:

  1. brawo! trzeba mieć chwilę wytchnienia.. a jeszcze jak ma się możliwości to czemu nie korzystać?! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja dużo szybciej dojrzałam do tego niż TY może ze mnie taka wstrętna matka :P A dokładnie starszą latorośl zostawiliśmy pierwszy raz jak miała pół roku, a my poszliśmy szaleć na Sylwestra i tak zaczęły się od tego czasu wychodne rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to jestem wyrodna matka :P Od początku prawie nie baliśmy się zostawiać malucha pod opieką babć i wujków, ale na noc na razie odpada bo karmię piersią. 1 - musiałabym odciągnąć mleko na kilka godzin karmienia małego. 2 - musiałabym odciągać mleko pod jego nieobecność. Moim zdaniem nie warte zachodu. Ale często gdzieś wychodzimy podrzucając go komuś :) Szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. otóż to! cieszę się, ze mnie rozumiesz ;)

      Usuń
  4. Ja tylko raz zostawiłam małą na noc u moich rodziców. Miała 18 miesięcy, a my poszliśmy na bal sylwestrowy. Jednak jeszcze nie dojrzałam do tego by zostawiać ją na noc. Za to popołudniowe wyjście do kina, a mała na dwie godziny do dziadków - jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze ani razu nie zostawiłam Antka na noc u nikogo. Wtedy kiedy byłam w Warszawie, został z moim mężem, czyli z tatą ;) Jednak chyba już czas zrobić kolejny krok ;)

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)