Rutyna w związku?



Bo miłość to nie tylko czułe spojrzenia, romantyczne kolacje, spanie w sexowej bieliźnie, patrzenie sobie w oczy i mówienie komplementów ...Miłość to bycie ze sobą na dobre i na złe. To radości z codziennych chwil, z przewijania dziecka, z jego pierwszej zrobionej kupy do nocnika. Miłość to romantyczna kolacja w postaci czerstwego chleba i trzymaną w ręce kiełbasą niczym Kwicoł z Janosika. A czym jest Rutyna? Rutyna pojawia się wtedy kiedy człowiek przestaje się starać. Kiedy uważa, że zdobyta wreszcie zwierzyna jest już jego, że teraz już tak do śmierci, pierdzenie w stołek, obowiązkowy, małżeński seks i godziny spędzone przed telewizorem wraz nadprogramowymi kilogramami.


Czym jest dla mnie miłość, związek, małżeństwo? 
To partnerstwo, przyjaźń, kumplostwo, oddanie, wierność, zaufanie, pożądanie w jednym. To sztuka mówienia sobie prawdy prosto w oczy. Sztuka szacunku , wybaczania, przepraszania. Patrząc na znajomych czy to blogowych czy to realnych, dostrzegam coraz mniej związków opierających się na tych  fundamentalnych dla mnie zasadach. Częściej mam wrażenie słyszy się dziś o oddaleniu, kłamstwach, zdradach, częstych kłótniach, wyzwiskach, cierpieniu, niż o radości, miłości i szczęściu. A może to w nas wina? Bo doszukujemy się ciągle problemów, szukamy ich tam gdzie ich nie ma? Może nie potrzebnie przejmujemy się innymi, zamiast wyłączyć się na osoby trzecie i po prostu zacząć żyć?! Może powinniśmy nauczyć się kompromisu. Powinniśmy dostosować się czasem do partnera, bez ciągłego oczekiwania, że tysięczny raz to On coś zrobi, to On wyciągnie rękę podporządkuje się naszym potrzebom? Bo miłość to też kumplostwo, to codzienność, to ta zdrowa rutyna...

"Kumplostwo jest wtedy, kiedy możesz zabrać swoją dziewczynę na mecz, a po meczu zobaczyć z nią Iron Mana. Kiedy rozumie, co to znaczy, że wychodzisz dzisiaj z kumplami, a jak zadzwonisz w środku nocy pijany, to poda Ci numer na najtańszą taksówkę, zamiast drzeć się w słuchawkę, że palancie, od dzisiaj szlaban na seks.Kumplostwo jest też wtedy, kiedy Twój facet nie przewraca oczami na kolejną historię o kretynce Baśce, pomoże Ci czasem wybrać tę nieszczęsną sukienkę i – gdy spalisz kolację – przypomni Ci, że nie tylko od gotowania macie w kuchni ten pieprzony blat."
Anna Przybylska


Nic dodać, nic ująć. Przybylska trafiła w sedno. Dokładnie tak to widzę, choć wielu rzeczy jeszcze się uczę. Nadal nie opanowałam do perfekcji dogryzania, rzucania uwag, kąśliwego spojrzenia, czepiania się o byle co. No niestety tak jest, jednak pracuję nad sobą i widzę również tą pracę po stronie męża. Widzę jego zmianę przez te 8 lat, dostrzegam jego każde starania.  I myślę, że właśnie o to w tym wszystkim chodzi... Myślę, że pewnego rodzaju rutyna jest czymś naturalnym, co wkrada się w nasze życie. Wstawanie poranne, chodzenie do pracy, gotowanie, sprzątanie, wyprowadzanie psa, zakupy...cała nasza codzienność.... a po wszystkim dochodzi zmęczenie i niejednokrotnie tak samo spędzany kolejny wieczór. To normalne, to naturalne. Grunt to nie oddalać się od siebie i co jakiś czas poświęcić chwilę, by pomyśleć, czy jest się szczęśliwym i czy daje się to szczęście partnerowi, dziecku, bliskim. Czy czegoś nam nie brakuje i czy życie nie ucieka nam przez palce. Jeśli tak jest to należy wprowadzić pewne zmiany, modyfikacje. I właśnie tutaj, burzy się rutyna, bo para zaczyna rozmawiać, wyrażać swoje potrzeby, chęci zmiany i układa na nowo nowy plan działania, który pozwoli zapewnić spokój, harmonię i większe szczęście. 
Ja lubię moją rutynę... Mojego męża który cyklicznie od 8 lat przynosi mi kwiaty bez okazji. Nasz plan dnia, który do pewnych godzin wygląda tak samo, niezmiennie od kilku lat. Jednak kocham też nasze spontaniczne decyzje, nasze rozmowy, nasze chęci zmian na lepsze zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym. To potęguje moją miłość, kiedy widzę starania męża, to mobilizuje do działania, do dawania z siebie wszystkiego. To nakręca do aktywniejszego życia poświęconego dla bliskich, dla wspólnych radości. On oddziałuje  na mnie, a ja na Niego. Nakręcamy się wzajemnie w tej naszej rutynie. Trwamy. Żyjemy. Kochamy.

8 komentarzy:

  1. Pięknie napisane...

    OdpowiedzUsuń
  2. Królowo tekstów ma <3 Boska Ty! Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Słowa Ani po przeczytaniu od razu zapisałam, są tak trafne, perfekcyjnie dobrane... Obawiam się tylko, że niemal wszyscy przyznają, że ma rację, ale niestety, zastosować w życiu umieją nieliczne pary. Z jednej strony to dobrze, że ludzie są tak różni i każdy z nas tworzy inne, specyficzne i wyjątkowe relacje z partnerem, ale z drugiej: wciąż pada mnóstwo złych wyborów. Każdy ma prawo je popełniać, ale nie każdy ma odwagę po upływie x lat zrezygnować, powiedzieć 'koniec', bo to oznacza dużą zmianę w życiu, obawę przed samotnością..
    A Ty i Arek? związek na medal, wzorować się!

    OdpowiedzUsuń
  4. hahaha biedna TY monotonio chodząca...hehehe

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam rutyne. Daje mi ona poczucie bezpieczenstwa, jest moja ostoja, jest moim brzegiem przy wzburzonej wodzie.
    Zwiazek kwitnie z wiekiem, im jest starsze, tym lepiej smakuje ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam rutyne. Daje mi ona poczucie bezpieczenstwa, jest moja ostoja, jest moim brzegiem przy wzburzonej wodzie.
    Zwiazek kwitnie z wiekiem, im jest starsze, tym lepiej smakuje ...

    OdpowiedzUsuń
  7. To nie są słowa Przybylskiej, tylko Joanny Pachli z bloga Wyrwane z kontekstu, w którym pisała O PRZYBYLSKIEJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz racji więc zanim coś napiszesz upewnij się.

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)