Czas mija bezpowrotnie



Jedynak do czasu. Mający rodziców tylko dla siebie, jeszcze przez kilka miesięcy. Jednak czy ten czas dobrze wykorzystaliśmy, wykorzystujemy? Czy rzucanie słów " Zaraz" , " za chwilę" , "nie teraz" nie sprawia czasem, że, dni uciekają nam przez palce? Że pewnego dnia budzimy się i widzimy, iż nie mamy przy sobie noworodka, a prawie 3 letnie dziecko, że tak wiele mieliśmy zrobić, pokazać, nauczyć do czasu gdy na świat powite zostanie kolejne bezbronne dziecko, a ciągle brakowało wolnej chwili.. ciągle coś było ważniejsze...?


Dopadają mnie takie myśli ostatnio.. zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze wykorzystałam/ wykorzystuje nasz czas sam na sam. Bardzo pochłonęła mnie praca zdalna, którą wykonywałam miesiąc w miesiąc. Sprawiała ona, iż byłam bardzo nerwowa. Obowiązki domowe, praca, opieka nad Antkiem sprawiały, że przerastało mnie wszystko. Nie miałam chwili oddechu, a w największych chwilach zmęczenia, to właśnie Antoś najbardziej mnie potrzebował.  Pracę rzuciłam i teraz mając więcej czasu snuję i główkuję co i jak robić, jak wykorzystać ten dany nam jeszcze czas, kiedy możemy pobyć  trójkę i poświęcić się całkowicie pierworodnemu.  Może to hormony buzują i sprawiają, że nachodzą mnie myśli lekkiego zawodu Antka, nie wiem... może to lęk przed tym co nas czeka i tym co czeka Antka. Może to obawa jak sobie poradzimy w nowej sytuacji i jak odnajdzie się w tym wszystkim nasz syn. Wbijam sobie do głowy i układam scenariusze w  których nie pomijam go, w których pamiętam o nim i jestem  dla niego wyrozumiała. Wizualizuję sobie przyszłość. Paradoksalnie przeraża mnie myśl rozłąki na kilka dni, kiedy będę w szpitalu... A przecież wiem, że powinnam zrobić to wcześniej, by jego pierwsza noc poza domem nie wiązała się z moim porodem. Jednak teraz kiedy zostało nam 4 miesiące oczekiwania na Mańkę, żal mi tej rozłąki, żal mi tej testowej nocy bez siebie. Chociaż wiem, że  będzie w dobrych rękach, że kiedy wszystko się skończy, wróci do niego Arek ( ba! ja przecież tym razem wcale nie muszę rodzić w nocy) .Myślałam, że pępowina między mną a synem została już dawno odcięta, a jednak widzę, że mam z tym problem. Nie jestem przekonana czy kierowane jest to faktycznym stanem rzeczy i problemem głównie moim a nie Antka czy też wynikiem tym jest ciążą i burzą wspomnianych już hormonów. Przecież do niedawna chętnie " pozbywałam" się syna na całe dnie i z miłą chęcią korzystałam z pomocy oferujących się do opieki nad wnukiem dziadków. Teraz natomiast zupełnie nie wiem co się dzieje. Skąd te obawy.



Chciałabym mieć pewność, że jesteśmy na dobrej drodze, że dobrze wykorzystaliśmy te miesiące, lata. Chciałabym chyba usłyszeć, że każda kobieta w drugiej ciąży ma takie obawy, lęki. Wierzę, że uda nam się pogodzić wszystko, a czas który mieliśmy tylko w trójkę został wykorzystany najlepiej jak umieliśmy. Zapewne nie perfekcyjnie i idealnie ale po naszemu, z głębi serca pełnego miłością.





14 komentarzy:

  1. Asiu to normalne. Hormony buzują. Boisz się nie tylko o dobro i zdrowie maluszka pod sercem, lecz też o tego co już na świecie powity dawno. To normalne, że boisz się o niego, o jego reakcję, o to by zniósł to dzielnie. Grunt to fakt iż wiesz, co i jak chcesz robić, wiesz jak ma wyglądać ten czas kiedy bedziecie w 4 i choć zapewne będą dni, tygodnie kiedy ten scenariusz będzie daleki od realizacji to będziesz miała go z tyłu głowy i będziesz wiedziała, na czym się skupić. Bo o ile noworodek będzie Cię potrzebował - to naturalne, o tyle Antoś jeszcze bardziej ;) dasz radę. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. doskonale Cię rozumiem. Przechodziłam przez to pół roku temu. Dla pocieszenia powiem, że kilka tygdoni po porodzie, hormony się wyrównają, a dzieci zniosą tą całą nowość lepiej niż myślisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. wszystko będzie ok!

    OdpowiedzUsuń
  4. Doskonale wiem, co czujesz na myśl o rozłące na czas szpitala. Na osłodę powiem Ci tylko tyle, że będziesz tam mieć przy sobie maluszka. Nie zastąpi ono starszaka, ale przynajmniej będziesz miała się do kogo przytulić gdy będziesz chciała wyć z tęsknoty za synkiem ;)

    Po prawie 3 latach życia we czworo zapomniałam już jak to było tylko z jednym dzieckiem, we troje. Nie myśl o tym, co jest teraz, jak o czasie sam na sam, który zaraz się skończy. Myśl o tym jak wspaniale będzie dzielić ten czas z młodszym dzieckiem. Nic nie będzie takie jak wtedy, gdy miałaś tylko starsze dziecko, ale nie zadręczaj się z tego powodu. Wychowywanie rodzeństwa to nie to samo co jedynaka i nie ma tego co porównywać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem przy tak małej różnicy to starsze dziecko zawsze jest poszkodowane będzie juz na drugim planie a tak naprawdę nadal potrzebuje mnóstwo uwagi. Dlatego ja czekam az moja córcia będzie trochę starsza bo nie mam sumienia juz zabierac jej bycia najważniejszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodzi o różnicę wieku bo to wg mnie bez znaczenia. Między mną a siostra jest 6 lat i byłam potwornie zazdrosna i czułam się odtracona. także musiałabys czekać nie wiem ile lat by dziecko nie było zazdrosne. Poza tym w poscie nie chodzi o to że Antek będzie poszkodowany. :-)

      Usuń
    2. Poszkodowane to jak juz zawsze będzie drugie dziecko z racji, ze nigdy rodziców na wyłączność mieć nie będzie i tu będzie wychodziła największą różnica w wychowywaniu pierwszego i drugiego dziecka😊 różnie może być i wiek tu nie ma znaczenia tu sie Asia zgadzam😊 trzymajcie sie zdrowo! wiola😃

      Usuń
    3. no litości plis! poszkodowany ...To najlepiej mieć jedno dziecko ;) Miłość się mnoży, a nie dzieli ;)
      Nie mniej dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  6. Mam dwoje rodzeństwa, jedno rok starsze i drugie 8 lat młodsze. To, z którym mam lepszy kontakt nie jest winą wieku, absolutnie. Między moimi dziećmi są dwa lata różnicy. Choc start był trudny, uważam że nie mogliśmy im podarować nic cenniejszego niż siebie nawzajem. Myślenie, że dziecko ma mieć rodzica na wyłączność budzi we mnie grozę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. otóż to ;) przecież ja nie "zabieram" połowy miłości do Antka by dać ją jego siostrze... nie rozumiem takiego podejścia i nazywania starsze dziecko/ dzieci poszkodowanymi... daje synowi rodzeństwo, które ( mam nadzieję) będzie dla niego wsparciem i przyjacielem. tak chcę ich wychować...

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)