In MACIERZYŃSTWO

Ostre zapalenie krtani i tchawicy u dziecka- jak reagować?



Był to spokojny niedzielny dzień. Spacer w południe przy blasku jesiennego słońca, dobre humory, smaczne śniadanie, obiad, domowa pizza na kolację. Nic nie zapowiadało koszmaru jaki wydarzy się w nocy.
Takiego lęku, stresu i strachu nie czułam jeszcze.  Płakałam ,jednocześnie uspokajając się, że przecież trzeba się wziąć w garść i działać.  Na całe szczęście mam ogromne oparcie w mężu, który stanął na wysokości zadania i z głową na karku panował nad sytuacją, dzwoniąc na pogotowie, pouczając mnie co zabrać, przypominając o Marysi i prosząc bym się uspokoiła. 
Zacznijmy jednak od początku.

Położyliśmy się spać około 23:30. Padnięci, zasnęliśmy błyskawicznie. Do dziś dziękuję sobie w myślach, że nadal śpimy w jednym pokoju z Antkiem, gdyż godzinę później miał miejsce atak, który powodował szczekający kaszel uniemożliwiający oddychanie.  Gdybym spała w drugim pokoju ( a teraz w ciąży śpię bardzo mocnym snem) nie usłyszałabym cierpienia synka. 
Nie mogliśmy wyciszyć Antka, ciągle prosiłam go by się uspokoił i zaczął oddychać ale to pogarszało sytuacje. Doszedł płacz, który sprawił, iż o zaczerpnięcie oddechu było jeszcze trudniej. 
Decyzja była więc prosta- trzeba dzwonić po karetkę. 


W karetce Antoś dostał adrenalinę w nebulizacji, a jego stan lekko się poprawił.  Wystraszony był ogromnie. Trzymałam go na kolanach,a on wbijał we mnie swoje paluszki i każdy mój ruch powodujący lekkie "oddalenie się" od niego powodował płacz  i atak paniki. Nie mogłam wysiąść z karetki, nie mając go na rękach. Arek dojechał autem na równi z karetką, także był cały czas z nami. W szpitalu zostaliśmy przyjęci na oddział, gdzie Antosiowi założyli wenflon, dali ponownie inhalacje, zastrzyk i skierowali nas na salę. Zostałam na noc czuwając nad nim nieustannie. Świst i lekkie problemy z oddychaniem miały miejsce do samego rana. Z każdą jednak kolejną inhalacją, zastrzykami, lekami, jego stan się poprawiał i normował. Arek przyjeżdżał do szpitala i zmieniał mnie tak często jak tylko mógł, a na kolejne noce sam zostawał z Antosiem, bym ja z Marysią mogła spać w normalnych warunkach. Kochany jest. Był dla mnie dużym wsparciem. Bez niego ciężko byłoby przeżyć ten czas. Nie mogłam wybrać lepszego partnera, męża, przyjaciela i ojca dla moich dzieci. 






Po trzech dniach dostaliśmy wypis. Obyło się bez antybiotyków, gdyż ani gorączki, ani osłuchowo żadnych niepokojących zmian nie było.  Inhalacje z Nebudu, syropy i kilka zastrzyków w zupełności pomogło mu dojść do lepszego stanu. W domu inhalujemy się dalej zgodnie z zaleceniami, do kontroli idziemy w środę i liczymy, że po kolejnym weekendzie pomaszerujemy już do przedszkola. 


A teraz najważniejsze! Atak pojawia się zazwyczaj w nocy bez wcześniejszych objawów. 
Przy takim ataku ( który podobno jak pojawił się raz, może pojawiać się ponownie) należy:
- otworzyć okna, by ochłodzić temperaturę w mieszkaniu, bądź gdy np. mamy lato otworzyć lodówkę i stanąć przy niej z dzieckiem- pomoże to obkurczyć obrzęk krtani/tchawicy.
- przygotować nebulizację, choćby z samej soli
-  inną metodą jest też zamknięcie się z dzieckiem w łazience i puszczenie samej gorącej wody, a para która się bowiem wytworzy nawilży krtań, tchawicę
- uspokajać dziecko i samemu nie wpadać w panikę
- jeśli metody te nie pomagają udać się na pogotowie, zdzwonić po karetkę

Jak zapobiegać zapaleniu krtani?
- nie palić papierosów w domu
- używać nawilżacza powietrza szczególne w sezonie grzewczym
 - pilnować odpowiedniej temperatury w pokoju dziecka - maks 20 stopni 
- jednak często i to zawodzi, a złotego środka na uniknięcie zapalenia jeszcze nie ma ;(

Polecane posty

15 komentarze:

  1. Czytając to mam przed oczami niedawną sytuację u nas, mój mały również miał taki atak bezdechu, kiedy próbując nabrać wdech miał straszny wyraz twarzy i strasznie blady. Te przerażenie w jego oczach a później w moich....nie da się tego opisać, nigdy wcześniej tak bardzo się nie bałam. Chyba żadna matka nie chciała by tego przeżywać, bo nie ma nic straszniejszego niż widok duszącego się dziecka. U mnie podobne jak u Ciebie mąż opanował sytuację i sami zawieźliśmy małego do szpitala, bo stwierdziliśmy że będzie o wiele szybciej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj pamiętam dokładnie jak syn miał pierwszy raz zapalenie krtani myślałam że umrę z bezsilności, skończyło się szpitalem. Potem jeszcze kilkakrotnie był na to chory, przeważnie ataki są w nocy, możesz sobie wyobrazić minę sąsiada wracającego po nocce z pracy a ja w piżamie z młodym na rękach owinięci w kołdrę i chodzącą po osiedlu żeby młodemu lepiej się oddychało, często na to chorują alergicy. dziś syn to student biznes International ale tamten czas wspominam z lękiem,

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro bez antybiotyków, co było w zastrzykach? Straszne to jest, moje dzieci przechodziły duszności, ale związane z obturacją oskrzeli... Bezobjawowe praktycznie, a dziecko się dusi i trzeba działać, najgorsze - też nawraca... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leki przeciwobrzękowe i raz steryd.
      dokładnie to jest najgorsze ;(

      Usuń
  4. Moje dziecko mialo zapalenie oskrzelo w wieku 5 tygodniu (korygowany dzien narodzenia) I przez duszacy kaszel nie mogl oddychac.
    U Nas doszly jeszcze wymioty po mleku, wiec kazano mi pojechac szybko do szpitala.
    Najwazniejsze by jak najszybciej wziac dziecko na dwor, otworzyc okno czy tak jak piszesz lodowke, zeby moglo wziac oddech.
    Wazne jest by malym dzieckiem nie podrzucac , nie stukac po pleckach, a trzymac w nieruchu.
    Jesli malenstwo nie moze wziac oddechu lekko popukac kilka razy klatke piersiowa kolo przelyku.
    Nam nie dali nic oprocz tlenu. W szpitalu bylismy 9 dni. Najmlodsi na oddziale. Nigdy mie zapomne tego strachu, gdy sinialo mi dziecko I nie moglo oddychac...
    Najwazniejsze, ze Synek juz lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet mi nie mów... ;( ze starszym jest o "tyle lepiej", że rozumie co się do niego mówi i jest mała szansa, że zacznie "pomagać" i wspólpracować. a z takim maluszkiem to już na sama myśl, mnie w gardle ściska ;( eh

      Usuń
  5. Zapalenie krtani przechodziłam z Lulcią chyba z 5 razy, ale wiedziałam co mam robić, że od razu otwierać okno i siedzieć w nim z dzieckiem by obkurczyła się krtań, nasza pani dr od razu postawiła słuszną diagnozę gdy usłyszała charakterystyczny szczekający kaszel, ją też męczył w dzień, ale nie zapomnę pewnego razu gdy tak strasznie w nocy kasłała, nie mogła złapać oddechu, okno nie pomagało, zadzwoniliśmy na pogotowie na 112 a tam jakaś kretyńska baba zaczęła mnie przez telefon pouczać, wypytywać, skąd wiem, że to zapalenie krtani, udzielać rad co mam robić z kaszlem, nie ma gorączki to nic się nie dzieje, a na nasze słowa, że dziecko nie może złapać oddechu zapytała jakie są tego objawy, gdy poziom mojego w......a osiągnął szczyt rozłączyłam się wcześniej ją zrugałam i karetka nie została wezwana, na szczęście inhalacje i nasz spokój udało się opanować sytuację. Nie jest to nic przyjemnego to zapalenie krtani, a dość często występująca przypadłość u dzieci, u nas leczenie to zawsze inhalacja pulmicort, albo nebud.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. źle to zabrzmi ale " cieszę się", że mam już w tym doświadczenie i wiem jak pomagać i reagować.

      Usuń
  6. Ja chorowałam jako dziecko kilkakrotnie na zapalenie krtani i kończyło się podobnie jak u Was - bezdechem i problemami ze złapaniem powietrza. Dobrze rozumiem co czuliście... Mam nadzieję, że u Was już się nie powtórzy i że mój Bąbel też nie będzie nigdy musiał tego przechodzić...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że nigdy więcej już się to u Was nie powtórzy! mam również nadzieję, że nie będę musiała przeżywać tego samego co Wy...
    Dużo ZDRÓWKA dla Antosia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dużo zdrówka życzę! Całe moje dzieciństwo to chora krtań, czasem kilka razy do roku, bardzo podobne akcje miewałam jako dziecko! Dopiero teraz, kiedy sama jestem mamą wiem co czuli moi rodzice gdy miałam te straszne problemy z oddychaniem i trzeba było pędzić na pogotowie ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Przezylam to samo miesiąc temu... strach, sres ogromny... do dziś synka nie dałam do przedszkola, do dziś ma lekką chrypke. Zdrowia życzę dużo!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części)bez mojej zgody. Obsługiwane przez usługę Blogger.

POLECAM