In MACIERZYŃSTWO

9 miesięcy jedności z córką



Ciąża zupełnie inna od pierwszej. Pełna obaw, lęku. Pełna niepewności. Ciąża w której więcej było łez, strachu, nerwów niż spokojnego oczekiwania i radości.  Chwile, które nigdy nie wrócą, sprawiają, że trochę szkoda mi tych smutnych dni i braku wielkich euforii. Trochę mam wyrzuty sumienia, że nie potrafiłam czerpać tym razem takich radości jak za pierwszym razem, kiedy pod sercem nosiłam Antosia. Jednak tłumaczę sobie, że tak widać musiało być. Widać ten strach i lęk był wpisany w moje/nasze życie i nie zawsze życie jest takie różowe i kolorowe jakbyśmy chcieli. Nie każda ciąża jest bezproblemowa i pełna tylko i włącznie pozytywnych chwil. Liczę po tych smutkach na szczęśliwy finał i radości  naszej czwóreczki kiedy już będziemy razem.



Kiedy prawie 20 miesięcy temu podjęliśmy decyzję o tym, że już pora zacząć działać i starać się o rodzeństwo dla Antosia, byliśmy pełni spokoju i radości, wierząc, że niedługo w moim brzuchu pojawi się kolejny skrzat. Los jednak z miesiąca na miesiąc robił nam psikusa, a upragnione dwie kreski na teście nie pokazywały się przez kolejnych 10 miesięcy. 
W Święta Wielkanocne trzy testy krwi wykazały rosnące stężenie Beta HCG, więc mieliśmy pewność, że już jest coś na rzeczy. Do 8-9 tygodnia, wielka radość, zero stresu, później pierwsze złe wyniki tarczycy, chwilę później silne migreny z aurą przy których traciłam przytomność, później wczesny pozytywny wynik na GBS ( który aktualnie się potwierdził). Najgorsze przyszło nieoczekiwanie, kiedy mimo mojej grupy krwi ( 0Rh + ) i grupy krwi Arka ( ARh +)  wykazało konflikt i obecność przeciwciał odpornościowych. Miliony badań, co 3 tygodnie kontrola w Centrum Krwiodawstwa w Katowicach, szpital w Rudzie Śląskiej, podejrzenie IUGR, przepływy na granicy normy. Dopiero tydzień temu mogliśmy delikatnie odetchnąć z ulgą, bo IUGR zostało wykluczone, a przepływy delikatnie się poprawiły. Ja jednak pełna obaw pozostanę już do porodu, do chwili, aż Marysia nie zostanie dokładnie przebadana. 


Na komplikacjach ciążowych ucierpieli wszyscy. Najbardziej żal mi Antosia, który siłą rzeczy musiał często zająć się sam sobą, a jego uśmiechnięci rodzice zamienili się w często smutnych i nerwowych ludzi. Mimo, iż staraliśmy się panować nad emocjami, nerwami i obawami, wiadomo, że nie zawsze było kolorowo. Macierzyństwo niestety to nie tylko fiołki i rzyganie tęczą ale i ciężkie chwile, których trzeba niestety doświadczyć. Tłumaczymy sobie, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że te chwile usamodzielniły Antka i wzmocniły go, choć od miesiąca stał się bardzo nerwowy, nie wiemy, czy jest to związane z ciążą i stresem, czy z pójściem do przedszkola, czy faktem, że ostatni miesiąc to totalne rewolucje- jego pobyt w szpitalu, przerwa miesięczna w przedszkolu, mój pobyt w szpitalu, jego pomieszkiwanie raz u jednych, raz u drugich dziadków.. taki brak stabilizacji, a teraz kiedy stabilizacja jako taka nastała, za chwilę znowu zostanie zaburzona o 180 stopni. 


Do terminu porodu zostały mi równe dwa tygodnie i jeśli do owego 28 listopada nic nie ruszy, to tego dnia kładziemy się na oddział i działamy z wywołaniem, bo Marysi nie można przetrzymywać za długo w brzuchu. Wszystko jest już gotowe na jej przyjście, choć mam wrażenie, że w domu ciągle panuje bałagan, rozgardiasz i że nikt poza mną nie będzie wstanie ogarnąć tego lepiej. To połączenie " syndromu wicia gniazda" z moim chorym pedantyzmem, który stał się moją chorobą.


Nie wiem jak to będzie być mamą córki, jak będzie wyglądała relacja na linii Antoś- Mania ale nigdy nie miałam chorego parcia, że muszę mieć same córki, samych synów, parkę. Owszem kiedyś myślałam sobie, że chcę mieć drugą córkę, bo przecież to Antoś będzie najukochańszym synem, a dziewczynka najukochańszą córką. Myślałam kategoriami, że córka zostanie przy matce, a syn odejdzie za żoną. Zupełnie wszystko się zmienia, z chwilą kiedy faktycznie podejmuje się tą decyzję o powiększeniu rodziny, wtedy płeć przestaje być ważna totalnie... Najpierw czeka się na dwie kreski, potem na bijące serduszko, a następnie na tylko i włącznie dobre wiadomości podczas każdej wizyty kontrolnej. Totalnie nie rozumiem uprzedzeń do danej płci, uważania, że któraś jest lepsza, któraś gorsza. Ba! Ja nadal nie czuję, że noszę pod sercem dziewczynkę i ciągle powtarzam, że Marysia może okazać się Filipem/ Kubusiem ;D - najwyżej pochodzi w różowych ubrankach, a co tam ;)

Największym wsparciem moim był Arek. Spisał się na medal. Zaciskał zęby i wymuszał uśmiech, którego potrzebowałam, był silny dla mnie, mimo, iż widziałam, że przeżywa wszystko równie mocno. Chwil słabości miał niewiele, a kiedy sobie na nie pozwolił, szybko stawał na nogi i działał ze zdwojoną siłą. Zaskakiwał mnie na każdym kroku, znosił moje marudzenia, łzy i ciężkie chwile, które z racji buzujących hormonów przeżywałam 100krotnie mocniej. Był i jest moim najlepszym przyjacielem, partnerem i po raz kolejny pokazał jak bardzo mogę na niego liczyć.  Marzy mi się z Nim jakiś romantyczny wypad, choćby do http://perlapoludnia.pl/ . Taki nasz czilałcik. Takie nasze chwile sam na sam. Choć hotel ten oferuje i wypoczynek z dziećmi i fajne atrakcje, to mi po tych ciężkich przeżyciach bardzo brakuje chwil sam na sam. Spokojnych spacerów, leniwych poranków. Liczę tu na pomoc naszych rodziców i może latem, uda nam się wyrwać na jakiś weekend z Arkiem. Byłoby cudnie!


Mam nadzieję, że za kilka dni, tygodni, podzielę się z Wami radosną nowiną, samymi dobrymi informacjami i zdjęciami ociekającymi szczęściem i miłością. 
Trzymajcie kciuki za nasze szczęśliwe rozwiązanie i oby ten poród był choć minimalnie lżejszy niż pierwszy.

Polecane posty

13 komentarze:

  1. trzymamy mocno kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny masz ten brzuszek ;) wszystko będzie dobrze, zobaczysz ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, bardzo bardzo chcę już być po wszystkim ;)

      Usuń
  3. kciuki trzymam od dawien dawna ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. wreszcie wróciłaś! Brakowało mi Ciebie i tych Twoich postów. Lubię Cię za szczerość i przyznanie się do jakiś małych " porażek". Ale uważam, że mimo, iż Antoś ucierpiał na problemach ciążowych, to jednak cała sytuacja wzmocniła Was jako rodzinę. Przetrwaliście i przeszliście przez to razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za miłe słowa ;) Też żałuję, że rzadko jestem na blogu ostatnio ale ciąża dała nam trochę w kość, a kiedy było dobrze, musieliśmy odetchnąć, nabyć się sobą ;) mam nadzieję, że blog wchodzi już na dobre tory i będę tu częściej ;)

      Usuń
  5. Fajnie masz z tym męzem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. głowa do góry :) wszystko będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. tez trzymam kciuki aby wszystko dobrze sie ułozyło.... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części)bez mojej zgody. Obsługiwane przez usługę Blogger.

POLECAM