Otulona Miłością


9 miesięcy, noszone w brzuchu, szczelnie owinięte, otulone z trudem mogące poruszać kończynami, nagle pewnego dnia wychodzi ze swojego wilgotnego domu, gdzie wszelkie bodźce zewnętrzne rozpraszają go, a jego własne kończyny często wybudzają go ze snu, kiedy niekontrolowanie nimi poruszy. Ja mam na to rozwiązanie ;)



Kiedy urodziłam Marysię i spędziłam dużo czasu w szpitalu, "miałam czas" na przewertowanie internetu wzdłuż i wszerz.  Napotkałam wtedy na Karolinę i firmę Woombie. Przyznam, że wcześniej słyszałam o tych otulaczach, jednak z dystansem do nich podchodziłam. Z Antosiem używaliśmy ciasno zawiniętego becika, jednak przez to, iż często się w nim przegrzewał po jakimś czasie odpuściliśmy, co miało swoje konsekwencje. Często wybudzały go jego odruchy moro...
Marysia, swoją przygodę z owijaniem zaczęła w szpitalu, gdyż mają tam taką metodę by noworodki zawijać ciasno w cieniutki becik. Bardzo to lubiła, była wtedy bardzo spokojna. Kiedy wróciliśmy wreszcie do domu w skrzynce już czekała na nas przesyłką z naszym cudnym Woombie Rose Herringbone. Niby bardzo się cieszyłam, że będę mogła zacząć ją otulać tym fajowym materiałem, a z drugiej strony bałam się, że Marysia tego nie polubi. Moje obawy okazały się jednak bezpodstawne. Bowiem pokochała ona owijanie od pierwszych swoich dni, więc owy Otulacz okazał się być kontynuacją tego co lubiła. 



Chwilę po kąpieli, kiedy w domu panuje krzyk Mani i jej czarna rozpacz zakładamy Woombie i nastaje cisza. Mała się uspokaja i odpręża. Podaję jej następnie pierś i bardzo często zasypia nam już na noc - choć od kilku dni, chce się jeszcze potulić i przy kolejnym podaniu piersi, zasypia już smacznie. W Otulaczu jest od wieczornej kąpieli do godziny średnio 10 rano- bo wtedy mniej więcej wstaje. Nie poci się w Woombie ani nie marznie. Ubrana jest w kaftanik i pajace, na to Woombie i kocyk. Szalenie łatwo przewija mi się w nim Marysie, bo nie macha mi rączkami, nie przeszkadza - odsuwam otulacz od dołu i mam dostęp do pieluszki, a rączki nadal w nim pozostają.
Materiał nie krępuje ruchów dziecka - może ono bowiem ruszać rączkami, nóżkami tak samo jak w brzuchu mamy, materiał wbrew pozorom jest rozciągliwy. Dodatkowo schnie on bardzo szybko, dzięki czemu nie potrzebuje dwóch Woombie, bo piorąc go rano już po południu mogę go używać, jeśli powieszę go przy kaloryferze, a latem spokojnie na suszarce za oknem przeschnie w chwil kilka.

Fajne sesje można też dzięki Otulaczowi zrobić. Czy to w nim samym, czy też można na niego owinąć inny materiał, bądź uśpić Maluszka w Woombie, delikatnie rozsunąć i zrobić piękne zdjęcia bez ubranka ;) Ja jestem bardzo zadowolona z naszego wyboru.  Otulamy się miłością <3 a Wy?




7 komentarzy:

  1. ale to boskie! rodzę za miesiąc to akurat się przyda!

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietna sprawa. Gdybym wiedziala to na pewno kupilabym cos takiego moim Synusiom. Teraz juz za pozno :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny kokonik. :-) Mania Manią, a Antoś jak śpi w nocy, nie wybudza go płacz siostrzyczki?

    OdpowiedzUsuń
  4. Super sprawa, zwłaszcza że posiada opcję rozpinania od dołu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z pewnością bym kupiła to cudo u nas ciasne owijanie sprawdziło się bambusową pieluszką zarówno przy starszej jak i młodszej. Starsza córcia owijana ciasno była do 9 mc.

    OdpowiedzUsuń
  6. My takiego otulacza nie używaliśmy, bo nawet chyba nie wiedzieliśmy o istnieniu takowych ;) Ale moim zdaniem to super opcja - i trochę szkoda, że tak późno się o nim dowiaduję.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)