Święta, Święta i .... Ospa


Święta. Miały być ciepłe, rodzinne, na luzie. Skończyły się u lekarza z Ospą. Jednak Wielką Sobotę i Pierwszy Dzień Świąt nie byliśmy zbyt świadomi tego, co się dzieje w organizmie Antka i celebrowaliśmy Wielkanoc na swój sposób. 


W Wielki Piątek malowaliśmy pisanki ( może nie są dla Was urocze ale dla nas to najpiękniejsze pisanki świata), pakowaliśmy się i szykowaliśmy na najbliższe trzy dni świętowania. Z racji chorób, które towarzyszą nam od dłuższego czasu, poza dwiema walizkami ubrań, mieliśmy ze sobą też mini walizkę leków. O dziwo w Wielką Sobotę nagle choroby dzieci ustąpiły, a na dworze pojawiło się słońce i wyższa temperatura. Cudnie- pomyślałam. Od razu ubrałam Antka  i ruszyliśmy na spacer, na rower.  Śmiechy, radość, zabawa z psem, podziwianie kwitnących drzew, kwiatów.  Nabrałam energii, wrócił mi humor. Żyć się chciało. Wreszcie po długim kiblowaniu w domu, zaczynaliśmy wychodzić na prostą. Pomyślałam, że to koniec problemów, że teraz tylko lepiej, że tamte Święta przyniosły radosną nowinę, a te przyniosą koniec tych cholernych chorób. 


W Pierwszy Dzień Świąt, zjedliśmy wspólne śniadanie - oczywiście Antoś nawet do Żurku zażyczył sobie makaron- poprzytulaliśmy się, odpoczęliśmy i znowu na luzie zaczęliśmy się szykować do rodziców na obiad.  Dla Marysi zestaw damy : rajstopy, czarne body i urocza sukienka, dla Antka błękitna koszula , mucha, eleganckie spodnie.  Ubieramy się, stroimy i nagle.... patrzę... widzę.... przyglądam się... obserwuję...
Tego wczoraj nie było... Dwie kropki na brzuchu. Tylko dwie. Jakby syfki. Myślę sobie, alergia. Nie mieliśmy ze sobą bowiem kosmetyków Antkowych do mycia i myliśmy go tym co zastaliśmy u teściów. Przez myśl przeszła mi również OSPA- gdyż trzy tygodnie temu mieliśmy kontakt z osobą chorą, u której kilka dni później pojawiła się wysypka, więc w chwili ich kontaktu osoba ta już zarażała.  Jednak starałam się odgonić do siebie te myśli. Dwie kropki- myślę. To tylko dwie kropki- powtarzam. Bez gorączki, bez innych objawów. To zapewne nie to- myślę.
Ubieramy się więc dalej i jedziemy do rodziców.
Tam wielu gości, przyjechała rodzina, która również ogłosiła radosną nowinę ( ciekawe od kogo za rok ją usłyszmy, może stałoby się to tradycją. Tak co roku, tego dnia ogłaszać, że rodzina się powiększy ;D ), wiele prezentów od zajączka, od rodziny. Pyszne jedzenie i miła atmosfera.  Pogoda zaczęła się psuć, raz padał deszcz, raz świeciło słońce, raz padał śnieg. I tak jak popsuła się ta nasza pogoda za oknem, tak z godziny na godzinę psuł się humor Antoniego.
Drażliwy, płaczliwy, ciągle na NIE. Obstawialiśmy, że się wstydzi nowych ludzi i stąd ta jego reakcja. Jednak te dwie kropki wciąż siedziały mi w głowie. Pokazuje je więc mojej mamie, babci, które jednogłośnie twierdzą, że to nie OSPA, że ona tak nie wygląda, że znowu przesadzam i wyolbrzymiam i bym wrzuciła na luz. Nie wyluzowałam. Szperam po necie, po zdjęciach w Google. Wertuję, czytam, głowę już mam nabitą i ciężką od natłoku informacji.
Około godziny 18 już nie miałam wątpliwości z czym mamy do czynienia, jedna z krostek podeszła płynem, a na brzuchu wyszły dwie kolejne nowe kropki. Wezwaliśmy więc Taxi i ruszyliśmy do domu. Na drugi dzień lekarz potwierdził diagnozę i tak oto walczymy z Ospą.



We wszystkim staram się szukać plusów i pozytywów, choć przyznam, że początkowo klęłam w głos i płakać mi się chciało. Wizja kolejnych tygodni w domu, doprowadzała mnie do szału. Wiedziałam jednak, że tu nie o mój dyskomfort chodzi, a o dzieci.  O Marysię, która mimo dobrego stanu zdrowia musi być w domu ( bo Arek od rana do niemal wieczorem będzie w pracy) i o Antosia, który będzie cierpiał z powodu swędzących krostek. Pocieszała mnie jedynie myśl, że pierwsza choroba zakaźna będzie z głowy. 
Pierwsze dni ekstra. U nas Ospa jest totalnie bez gorączki, a pierwsze trzy dni były ze znikomą wysypką. Wszystko zmieniło się wczoraj, po nocy. Antek ma niemal całą klatkę piersiową, brzuch, plecy, ręce, twarz i włosy pokryte krostami. Bardzo cierpi. Powieka napuchła mu od tego świństwa. Dzisiejszej nocy budził się co chwile i płakał, przez co Arek nie spał nawet minuty czuwając przy nim i pilnując by nie zadrapał tych krostek do krwi.  Serce mi pęka, że nie możemy mu pomóc bardziej niż podając leki, smarując kropki i błagając, by przeszedł przez to godnie. Niestety Antoni drapie krostki, co widzę zwłaszcza po nocy. Dziś planuję mi założyć na rączki rękawiczki ale nie wiem z jakim skutkiem. Liczę, że choroba odpuści i ulży trochę Antkowi oraz, że Maria uniknie zarażenia. 
Trzymajcie za nas kciuki!
















9 komentarzy:

  1. Zdrowia. Najlepsze, że Antoni mógł pozarazac całą rodzinę. U nas starszak przeszedł bardzo lekko, na tyle że lekarz nie zatwierdził że to ospa. Młodsza po zarazeniu ledwie uszła z życiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. luz, żadnych dzieci nie było ;) każdy po ospie już.
      nie ma reguły, jedni gorzej, drudzy lżej przechodzą.

      Usuń
  2. Oczywiście, że można mieć ospę po raz 2, wokół kilka przypadków, po naszej przedszkolnej epidemii. Nie wiem czy to wina szczepień,ich braku, czy odporności. Ach, i półpasiec do kompletu. Podziwiam podejście, ja jestem mega luzakiem, ale jakby istniał choć cień podejrzenia ospy, nie zabrałabym dziecka na żaden spęd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie można. Owszem potem możesz mieć bostonkę czy inne cholerstwa, ale typową Ospę wietrzną RAZ. Owszem, że półpasiec można mieć, wiadomo. ;)
      Jednak ja już kilka razy myślałam, że To TO, a okazywało się nie być Ospą, że nie wiedziałam, jak wygląda owa wysypka, tym bardziej, że Antek jest z alergików, którzy wysypkę mają często. Gdybym miała pewność, że to To, uwierz siedziałabym w domu. Jednak, by "dmuchać na zimne" kiedy dziecko pogodne było, bez gorączki i z dwoma krostami, które wyskakują mu od ponad trzech lat, nie widziałam takiej potrzeby..
      Akurat tym razem okazało się, że to nie alergia, a ospa, taki przypadek.

      Usuń
    2. Ej serio tacy ludzie są? Muszę pisać, że ktoś ledwo przeżył ta chorobę? Kurwa
      Byle niepokój zasiać.
      Nie przejmuj się. Jedyni ciężko, drudzy nie. Inni na grypę mało nie umrą
      Poza tym Marysia wcale nie musi się zarazić

      Usuń
    3. * muszą pisać

      Usuń
  3. Pisanki mieliście cudne :) A z ospą przykro mi, ja nie wiem co to ospa nie przechodziłam tej choroby, podobnie moje dziewczynki. Ze względu, że są żłobkowymi dzieciakami mają szczepienie na ospę darmową. Zdrówka i by jak najszybciej te krosty już odpuściły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      Ja to chyba wszystkie choroby świata w dzieciństwie przeszłam ☺☺☺

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)