In MACIERZYŃSTWO

Kiedy niemożliwe staje się możliwe


Kiedy nie wierzysz w siebie, myślisz, że się do czegoś nie nadajesz, czujesz presje otoczenia - średnio wtedy osiągnąć pozytywny efekt swoich prac. Dlatego czasem warto warto odpocząć, zrobić sobie przerwę i  podjąć wyzwanie raz jeszcze, zaryzykować, postarać się raz jeszcze.

Kiedy 7 lat temu zapisałam się na kurs prawa jazdy miałam 22 lata i uważałam, że wyjeżdżę  30 godzin, zdam za pierwszym razem i będę królem szos. Tak się jednak nie stało. 4 oblane egzaminy, utrata pewności siebie, stwierdzenie, że to nie dla mnie, brak wiary w to, że może mi się udać. Odpuściłam. Początkowo zakładałam, że odpuszczam na jakiś czas, na kilka miesięcy i wrócę do tematu. Te kilka miesięcy zamieniło się w 7 lat.
Ostatnie pół roku to bardzo dobry dla nas czas. Udało się nam kupić mieszkanie, wiele spraw udało się rozwiązać, Marysia dostała się do przedszkola. Z początkiem roku pojawiła się myśl, która siedziała w głowie od kilku miesięcy: " Może to już, może się zapisać"?
Wiedziałam, że może nie być łatwo, wiedziałam też, że moje życie przez te kilka lat zmieniło się. Nie jeździłabym już sama autem, a często towarzyszyłby mi dzieci. Dlatego postanowiłam uderzyć do zaufanego instruktora, witając go słowami" muszę umieć jeździć, nie po to by zdać za 1 razem i chwalić się tym wszystkim, a po to, by nie bać się wsadzić do auta dzieci".
Niemal pół roku uczyłam się jeździć, bez spiny, że muszę do danej daty zdać prawko. Jeździłam zdecydowanie ostrożniej, uważniej, spokojniej niż te 7 lat temu. Czułam, że wiem co robię, nie panikuję, myślę przy jeździe.  Oczywiście o całym kursie moja rodzina nie wiedziała, gdyż obawiałam się, że mogę ponownie nie zdać kilka razy i nie chciałam się każdemu z osobna tłumaczyć.
Udało się jednak. Za pierwszym razem zdałam teorię i praktykę i oszalałam tak ze szczęścia, że właśnie sama się dziwię, że piszę o tym post. Jednak chciałam głównie napisać, że wiara w siebie czyni cuda. Jednak nie warto robić nic na siłę. Ja przez te 7 lat ciągle od wielu osób, w tym najczęściej od Arka słyszałam, ze prawko muszę mieć, że to taka super sprawa, że będę niezależna. Jednak żadna taka gadka nie zmusi Was do zrobienia kroku naprzód. Musicie poczuć to coś sami, by dana realizacja postawionego sobie celu była przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. Ja z każdą godziną jazd miałam coraz większą satysfakcję, uczyłam się z przyjemnością, choć ostatnie dni przed egzaminem praktycznym przywołały tamte wspomnienia i stres był przeogromny. Ja już taki typ, mała panikara ze mnie.:)


Polecane posty

2 komentarze:

  1. Opisalas sytuacje, w ktorej bylam ja sama tyle ze znacznie wiecej lat temu. Staralam sie zdac w Polsce na prawko I szlo to jak z kamienia, I tez rzucilam, bo za wiele bylo strasu I frustracji. Jak wyladowalam w USA to musialam nauczyc sie jezdzic, bo bez samochodu przy tych odleglosciach jak bez nog.Strasznie sie denerwowalam, a tu ku memu zdziwieniu caly process poszedl gladko I BARDZO PRZYJEMNIE. I nagle sie okazalo, ze to jakos tylko w Polsce z tego prawa robia taka zadyme, jakby czowiek musial miec osobne studia doktorat. Smutno mi sie zrobilo, ze tyle lat uplynelo od moich zmagan, a tu Ty przechodzisz dokladnie to samo! Mialam nadzieje ze podejscie sie zmienilo. W koncu to tylko durny samochod! U mnie zrobienie prawo jazdy nie jest w ogole spostrzegane jako wyczyn- to rzecz normalna, faza zycie. Moze dlatego ze nie jest to drogie to instruktorzy nie maja interesu urabiac tego do rozmiarow dyplomu profesorskiego. Wiec to mnie troche zalamalo, ze myslenie wicaz to samo. Ale z drugiej strony bardzo sie ciesze, ze podjelas wyzwanie, I ze bedziesz mozna jezdzic, bo to bardzo przydatna umiejetnosc I nie ukrywam, ze przyjemnosc tez! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć i tekstu, przetwarzanie (w całości lub części)bez mojej zgody. Obsługiwane przez usługę Blogger.

POLECAM