Szef kuchni poleca


Kucharza mieć w domu to cud i szczęście. Nie chwaląc się muszę przyznać, że ja to szczęście mam. Idealne wyczucie smaku, węchu, doskonały dobór przypraw, ziół i takim sposobem mam w domu pyszne obiady, śniadania, kolacje. Co ciekawe, mimo mojego ( ekhm) talentu kulinarnego, nigdy ale to NIGDY nie zrobię takiego rosołu, nie przyprawię tak idealnie mięsa, nie połączę tak doskonale przypraw ze sobą jak ON. Jak mój mąż.



Sobotni poranek, powoli otwieram oczy po miłej nocy, wyciągam rękę w poszukiwaniu pleców Arka, do których tak lubię się przytulać, a których tego dnia nie mogę zlokalizować. Wyostrzam więc słuch i słyszę dźwięk używanego antyperspirantu. Już wiem, że dobiega on z łazienki, z której chwilę później wyłania się ON, ubrany w koszulę, wykąpany, pachnący. Sięga po kurtkę, zakłada buty. Wraca 10 minut później ze świeżym pieczywem, mięsem na obiad, warzywami, wędliną. Czuję się jak w raju. I nie, nie, nie koloryzuje nic. Tego dnia urosłam z radości i dumy, i uśmiechałam się od ucha do ucha na myśl o tym jaki egzemplarz mi się trafił.



Jak się okazało, Arek kupił porządnej wielkości karczek, który zamarynował, upiekł i podał z duszoną marchewką z groszkiem oraz kluskami śląskimi ( to już mojej roboty) ;D
Nie jestem Wam w stanie zdradzić dokładnego przepisu na marynatę do mięsa, gdyż Arek robił wszystko na oko. Postaram się z pomoc mego mistrza, napisać Wam w miarę dokładnie co użył, choć nie będzie to w 100% odzwierciedleniem tego jak to było pamiętnej soboty.



Karczek myjemy, lekko nacinany i odsączamy z nadmiaru wody. Przygotowujemy sobie niezbędne przyprawy, takie jak sól, pieprz, papryka słodka, marynata staropolska od SKWORCU, ziele angielskie, liście laurowe. Dokładnie nacieramy mięso owymi przyprawami, dodajemy do marynaty dużo wyciśniętego świeżego czosnku  a w miejsce nacięcia wkładamy liście laurowe od SKWORCU i ziele angielskie. Całość wkładamy do naczynia żaroodpornego, lekko polewamy mięso olejem i wstawiamy do lodówki na minimum 2 godziny ( a najlepiej na noc) Gotowe, zamarynowane mięso wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 1:45 minut.








Kiedy mięso się piecze, mamy czas na zrobienie marynaty, która nada słodki posmak naszej potrawie i sprawi, że z wierzchu mięso będzie chrupkie. 2-3 łyżki miodu należy wymieszać z 2-3 łyżkami soku z cytryny. Kiedy czas pieczenia dobiegnie końca, wyjmujemy nasze mięsko, polewamy je przygotowaną miksturą oraz okładamy dookoła pokrojoną w paski cebulą, na górę kładziemy natkę pietruszki i koperku.  Całość wkładamy ponownie do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 40 minut, bez górnej pokrywki naczynia żaroodpornego. 


































Upieczone mięsko, kroimy w grubsze kawałki, które możemy obłożyć podduszoną cebulką. Dodajemy kluski śląskie polane sosem z mięska oraz uduszoną marchewką z groszkiem. 
Its deliszys diner! 






32 komentarze:

  1. To musi być smaczne! :) Ale fajne krzesła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki ;) Będzie o nich niedługo na blogu!

      Usuń
  2. Trzeba przyznać faceci są lepszymi kucharzami od kobiet. Chyba maja bardziej wyostrzony węch i smak, bo inaczej nie potrafię tego uargumentować!

    OdpowiedzUsuń
  3. Alez masz szczęście! Super mąż!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteście idealnym małżeństwem normalnie ;) Takim ze wzlotami i upadkami. Takim szczerym i radosnym ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. mniam! Aż zgłodniałam jak takie mięsko widzę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziś piekę właśnie zamarynowaną przez niego szynkę <3

      Usuń
  6. Az mi ślinka pociekła ;-)! Zazdro! :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę ;) u mnie widok faceta gotującego to rzadkość.. a idącego rano po bułki nigdy nie widziałam :) Idę wjechać na ambicję :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Konkretne jedzonko. :-) Nasza współpraca w kuchni wygląda tak, że szef kuchni mąż poleca: kawa, herbata, kanapki, jajecznica, jakaś owocowa sałatka i najlepsze, uwaga: płatki z mlekiem. ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Wyglada fajnie ale kaloryczność obiadu w moim przypadku odpada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak! Następnym razem zamarynujemy pierś z indyczka ;D

      Usuń
  10. Zazdroszczę ;) Mój Mąż nie polubił się z gotowaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdecydowanie masz skarb w domu, mój potrafi tylko wodę zagotować na kawę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niech wpada na bloga i może się podszkoli ;D

      Usuń
  12. To prawdziwy skarb gotujący mąż :D a mięsko wygląda pysznie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Podrzucę przepis mojemu mężowi:) Lubi takie potrawy jeść i przyrządzać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurcze może mój też się skusi:P podrzucę mu przepis w sobotę...:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie w moje skromne progi ;) ;)